Korab (Maja e Korabit) 2764 m n.p.m.
Korona Europy nr. 12 nasz 13/47
Data zdobycia – 25.08.2024
Golem Korab (alb. Maja e Korabit, maced. Golem Korab) – najwyższy szczyt górski w paśmie Korab na Półwyspie Bałkańskim. W paśmie Korab łączą się granice Albanii, Kosowa i Macedonii Północnej. Główny wierzchołek znajduje się nieco na południe od punktu spotkania granic na wysokości 2764 m n.p.m. Przecięty jest granicą albańsko-macedońską i jest najwyższym szczytem obydwu tych państw.
Nasza albańska wyprawa oprócz zwiedzania stolicy i leniuchowania na plaży w Sarandzie zakładała również zdobycie kolejnego szczytu do Korony Europy – Maja e Korabit.
Po porannym zwiedzaniu Tirany pakujemy się do wypożyczonego Golfa i przez albańskie pustkowia zmierzamy na północny wschód do miejscowości Radomirë najpierw jednak zajeżdżając nad jezioro Bovilla. Widoki tutaj są wspaniałe natomiast dojazd to typowy off road – tutaj uwierzyłem w wytrzymałość niemieckiej myśli technicznej – VW Golf mimo iż wydawało się że na kolejnych wertepach rozpadnie się na kawałki – dzielnie sobie poradził.
Po pokonaniu 200km albańskich dróg o różnym stanie technicznym o godz. 17.00 dojeżdżamy do Radomirë. Stąd bowiem zaczyna się szlak na Korab , którego wysokość wynosi 2764 m n.p.m. Szczyt znajduje się na granicy Albanii oraz Macedonii i jest jednocześnie najwyższym wierzchołkiem każdego z tych państw.
Radomirë to mała wieś położona u stóp góry. Jako bazę na nasz pobyt wybieramy Hotel Restaurant Radomira. W nazwie jest hotel ale to bardziej schronisko – nie znajdziemy tutaj luksusowych apartamentów za to oszałamiające widoki oraz bardzo fajnych gospodarzy.
Zdjęcia powyżej nie są kadrami z żadnego filmu przyrodniczego, to fotka zrobiona w ogrodzie Restaurant Radomira. Wszystko dzięki temu że obwód Dibra na którego terenie leży odwiedzona przez nas miejscowość pozostaje jeszcze nietknięty masową turystyką.
Niedziela 25.sierpień 2024 roku
Na Korab od strony albańskiej prowadzą dwa szlaki, pierwszy wiodący doliną od północnej strony, drugi doliną po stronie południowej dłuższy o 3 km. Ja na wejście wybieram szlak północny wytyczony przez naszych rodaków z Polskiego Klubu Alpejskiego. Na zejście wybrałem sobie drugą ścieżkę której półtorakilometrowy odcinek prowadzi po macedońskiej stronie by później wrócić na stronę albańską.
Na szczyt wyruszyłem, skoro świt. Przekraczając potok minąłem ostatnie poletka znajdujące się na zboczach wokół wioski. Na początku drogi nie miałem problemów z odnajdywaniem właściwej trasy, ale z czasem oznaczenia znikły albo raczej przestały być widoczne dla piechura idącego z dołu, bo zostały umieszczone na kamieniach od strony zejścia. Mogłem dostrzec namalowane na kamieniu znaki dopiero wtedy gdy podszedłem bardzo blisko, może to niektórym osobom utrudnić nawigację w terenie.
Od momentu gdy wyszedłem z hotelu moja droga znajdowała się w cieniu. Słońce już dawno wzeszło i oświetlało okoliczne szczyty, ale ja w dalszym ciągu pozostawałem poza jego zasięgiem, co ułatwiało mi wędrówkę.
Kiedy wyszedłem z głębokiego wąwozu na bardziej otwarty teren, wypatrzyłem w oddali pasące się owce. Skoro mi udało się zlokalizować stado, to nie musiałem długo czekać na to, kiedy i ja zostałem odnaleziony przez pilnujące je psy. Dużo słyszałem o tutejszych psach i tych z pasterzami, i tych dzikich na które trzeba szczególnie uważać. Ominąłem zwierzęta szerokim łukiem i spokojnie mogłem pójść dalej bo one się mną nawet nie zainteresowały – widocznie zdążyły się już przyzwyczaić do turystów. Po dwóch godzinach marszu zobaczyłem wyłaniającą się na horyzoncie przełęcz, na którą zmierzałem. To tam łączą się szlaki – albański i macedoński – prowadzące na szczyt Golem Korab.
Z przełęczy widać ciąg dalszy mojej wędrówki, szlak jest prosty i o godzinie 09:09 po 3 godzinach i 39 minutach marszu staję na najwyższym szczycie Albanii – Maja e Korabit oraz Macedoni – Golem Korab. Jeden szczyt dwie nazwy i zdobyte najwyższe punkty tych dwóch państw. Mimo tego na Korab wybiorę się jeszcze raz przy okazji pobytu w Macedonii – góra i widoki towarzyszące jej zdobywaniu są tego naprawdę warte.
Schodząc ze szczytu natknąłem się na kolejne stado owiec oraz pasterza, który pomógł mi bezpieczne przejść obok swojego stada przywołując do siebie pilnujące je psy. Pasterz poruszał się po stromym i najeżonym skałami zboczu nie w butach z wysoką cholewką podtrzymującą kostkę i podeszwą Vibram tylko w zwykłych gumowcach. Jestem w stu procentach przekonany że gdybym zrzucił plecak i stanął z nim w zawodach kto pierwszy dotrze do Radomirë, nie miałbym najmniejszych szans. Ci pasterze biegają za swymi stadami od momentu kiedy stopnieje śnieg, aż do czasu kiedy jego opady znów przykryją okolicę nabywając tym samym żelaznej kondycji, nie potrzebują do tego żadnych super outdoorowych gadżetów takich jak wspomniane już podeszwy Vibram czy koszulki termoaktywne, Goretex-y i superlekkie kijki.
Trasa którą dzisiaj pokonałem to 20 km wędrówki w przepięknej górskiej scenerii, nie doświadczymy tutaj tłumów znad Morskiego Oka 😂. Przez całą drogę nie spotkałem żadnego turysty. Przejście tej pętli zajęło mi 7 godzin i 15 minut razem z przerwami na odpoczynek, nie wliczając jednak kąpieli w miejscowym basenie🤽♂️ . Przed samym wyjściem do wioski dzieciaki zbudowały sobie tamę na strumyku tym samym tworząc miniaturowy zalew z którego po zejściu z gór nie omieszkałem skorzystać.
Film z wejścia poniżej. 🔽
