Musała 2925 m n.p.m.
Korona Europy nr.8 nasz 25/47

Data zdobycia – 28.02.2026 r.
Bułgaria to nie tylko ciepłe Morze Czarne i chaotyczna Sofia. Jedną czwartą powierzchni kraju stanowią góry, a ponad sto szczytów przekracza granicę 2000 metrów. Musała (2925 m npm.) to najwyższy szczyt nie tylko Bułgarii, ale i całych Bałkanów! Pomimo tak zaszczytnego miejsca w statystykach, można na niego wejść bez większych problemów technicznych.
Musała znajduje się w Parku Narodowym Riła. Góry te przypominają część graniową naszych Tatr Zachodnich, tyle że tutaj jest wyżej. Riła oznacza „górę pełną wody” – nazwa wywodzi się prawdopodobnie z języka trackiego. W istocie, wędrując po niekończących się płaskowyżach i łagodnych podejściach, co rusz można natknąć się na jeziora polodowcowe (których jest tutaj około 200), szemrzące strumyki i małe wodospady. To stąd wypływają najdłuższe i najgłębsze bałkańskie rzeki, takie jak Iskyr czy Marica. Nam jednak, ze względu na porę roku, w której zdobywamy szczyt, nie jest dane oglądanie tych widoków. Sam Park Narodowy Riła jest największym górskim obszarem chronionym w Bułgarii, posiadającym w swoich granicach ponad 100 szczytów powyżej 2000 m n.p.m. Zagęszczenie pieszych i narciarskich szlaków na tym obszarze jest całkiem spore, jednak nas dzisiaj interesuje tylko jeden cel – Musała, czyli najwyższy szczyt Bułgarii i całych Bałkanów.
27 lutego 2026 – Kraków Balice
Wyruszamy do Bułgarii, naszym celem jest zdobycie najwyższego szczytu tego państwa. Będzie to mój dwudziesty piąty szczyt do Korony Europy. Startujemy z Krakowa do Sofii, następnie wypożyczonym samochodem jedziemy do Borovca gdzie mamy bazę wypadową w Euphoria Club Hotel & Resort, hotel zlokalizowany jest nieco na uboczu kurortu, w spokojnej, zalesionej strefie gdzie można dobrze odpocząć. Podróż zajmuje nam półtorej godziny. Po zameldowaniu się w hotelu szybki rekonesans okolicy, kolacja korzystamy jeszcze ze strefy SPA i pędzimy odpoczywać – jutro atak na szczyt.
28 lutego 2026 – Euphoria Club Hotel & Resort
Po śniadaniu pakujemy się do auta i jedziemy do centrum Borowca. To takie bułgarskie Zakopane – tyle że nie sprzedają tutaj oscypków, choć straganów z kiczowatymi pamiątkami jest tyle samo co w polskiej stolicy zimy. Ten popularny kurort narciarski przeżywa największe oblężenie właśnie zimą, a i tak według nas ludzi jest niewiele. Trzeba będzie wybrać się tutaj kiedyś na narty.
Dzisiaj czeka nas trekking w typowo zimowych warunkach. Ze względu na to, że dzień jest jeszcze krótki, decydujemy się na skrócenie pierwszego odcinka trasy i wjeżdżamy kolejką Yastrebets. Pierwotny plan zakładał, że wspomożemy się nią dopiero podczas zejścia, jednak opcja z wjazdem wydała się bardziej rozsądna. Gondola kończy pracę zimą zazwyczaj o 16:00–16:30, więc musielibyśmy bardzo pilnować czasu, a jak wiadomo – pośpiech w górach jest niewskazany. Gdybyśmy spóźnili się na ostatni wagonik, czekałoby nas schodzenie nartostradami do Borowca, co oznacza jakieś dodatkowe 2–2,5 godziny drogi w dół.
Po wjeździe na górę okazuje się, że wariant letni, którym chcieliśmy iść, jest nieprzetarty. W rozmowie z ratownikiem dowiadujemy się, że zagrożenie lawinowe jest dzisiaj znaczne. Postanawiamy zejść niżej do szlaku E-8. Najpierw idziemy wzdłuż nartostrady i idzie się całkiem dobrze, ale – jak to my – postanawiamy skrócić sobie drogę i próbujemy przejść poza trasą. Udaje mi się w ten sposób kilka razy wykonać „pomiar pokrywy śnieżnej”, zapadając się po pachy w białym puchu. Po czwartym takim zdarzeniu całą trójką grzecznie wracamy na trasę narciarską Markudjik 3. Nią schodzimy do szlaku, którym dalej podążamy w kierunku schroniska Musala Hut.
Mimo wcześniejszych zapasów ze śniegiem po pachy, po zejściu z nartostrady Markudjik 3 idzie się nam sprawnie. Podążając wzdłuż zimowego tyczenia – charakterystycznych czarno-żółtych metalowych tyczek – zmierzamy w kierunku schroniska położonego na wysokości 2389 m n.p.m. nad brzegiem zamarzniętego jeziora Musalenski Ezera. Dojście do schroniska Musala Hut zajmuje nam około 40 minut.
Tutaj robimy postój na drugie śniadanie, po czym ruszamy dalej w stronę naszego celu. Idziemy wariantem zimowym. Zaraz za schroniskiem Musala trasa letnia trawersuje stoki, które o tej porze roku są skrajnie lawiniaste. Zimowy szlak prowadzi nas bezpiecznie pomiędzy jeziorami Dolno Musalensko Ezero a Karakashevo Ezero, omijając zagrożone zbocza. Do samych jezior idziemy po prawie płaskim terenie, jednak po ich minięciu ścieżka zaczyna piąć się ostro w górę w kierunku Ledenoto Ezero (Lodowego Jeziora). Nad jego brzegiem znajduje się schron awaryjny „Everest”, w którym w razie niepogody można się schować lub przeczekać noc.
Jakieś trzysta metrów za schronem rozpoczyna się ostatnie, mozolne podejście granią na szczyt, ubezpieczone stalową liną. To tutaj zamieniamy kije trekkingowe na czekany i w pełnym skupieniu posuwamy się powoli do przodu.
O godzinie 12:55 meldujemy się na najwyższym szczycie Bułgarii, a zarazem całego Półwyspu Bałkańskiego – Musale (2925 m n.p.m.). Jak zawsze po zdobyciu szczytu, tak i teraz przybijamy piątkę i robimy sesję zdjęciową. Trzeba też odpocząć i coś zjeść przed zejściem w dół. Pogoda nas rozpieszcza, więc na szczycie spędzamy półtorej godziny i o 14:30 rozpoczynamy zejście.
Nieśpiesznym krokiem, trochę zmęczeni, ale w bardzo dobrych nastrojach, idziemy najpierw w stronę schronu nad Ledenoto Ezero, a później kierujemy się do Musala Hut. Omijamy jednak schronisko i idziemy dalej w kierunku tras narciarskich. Tutaj odbijamy w prawo i schodzimy kolejne 8 kilometrów w dół na parking pod wyciągiem Yastrebets. Do samochodu docieramy o 20:15. Teraz szybkie zakupy i można świętować zdobycie kolejnego szczytu w projekcie Korona Europy.
01 marzec 2026 – Sofia, powrót
Po wczorajszym zdobywaniu szczytu dzisiaj postanawiamy nieco pozwiedzać. Po śniadaniu jedziemy do stolicy Bułgarii, żeby powłóczyć się po mieście, a wieczorem udajemy się na lotnisko, gdzie oddajemy samochód i czekamy na samolot, podsumowując ten jakże udany wypad.
