Wielka Korona Tatr
5.Wysoka / Vysoká
2560 m n.p.m. / 8399 ft
9.Rysy
2503 m n.p.m. / 8212 ft
moje szczyty WKT nr. 1 oraz nr.2
Wysoka (Vysoká) jest wybitnym szczytem o wspaniałej urodzie i wspaniałym kształcie, uważanym za jeden z najpiękniejszych szczytów Tatr. Nazwano ją królową turni tatrzańskich.
ks.Gadowski i Bolesław Łazarski, 1911 r

Wysoka to jeden z najpiękniejszych tatrzańskich szczytów. Nie prowadzi na nią znakowany szlak (możliwe wejście z przewodnikiem), na trasie występują trudności techniczne. Jednak wdoki roztaczające się z jej wierzchołka rekompensują trudy wspinaczki.
Wejscie na Wysoką już dawno spędzało mi sen z powiek aż nadszedł w końcu czas aby zrealizować ten plan. Początkowo miał to być wyjazd ze znajomym, ale umawianie się z kim kogo góry nie nauczyły jeszcze pokory jest dosyć trudne i do skutku nie doszło – trudno jadę sam.
Swoje przejście zaplanowałem z Popradzkiego Plesa przez Siarkańską Przełęcz na Wysoką, droga powrotna przez Ławicę na przeł. Pod Kogutkiem dalej na Przeł. Waga.
Na parking przy stacji ,,elektriczki” Popradské Pleso (Stanica Popradské Pleso) to jeden z przystanków w Tatrach Wysokich na linii Starý Smokovec − Štrbské Pleso, której tory biegną równolegle do Cesty Slobody (Drogi Wolności) przyjechałem ok godziny 4.00. Stoi już parę samochodów zważywszy na to że jest to również punkt wyściowy na Rysy jest bardzo spokojnie w porównaniu do Palenicy Białczańskiej gdzie o tej porze już na pewno wrze jak w ulu😊. Przepakowuję na spokojnie plecak przy okazji przygotowuję śniadanie i o godz. 5.00 ruszam ku przygodzie.


Idę chwilę szosą, przechodzę przez tory. W miejscu gdzie droga ostrym łukiem skręca w lewo trzeba pójść prosto obok budynku stacji wód. Następnie przechodzę przez most na rzece Poprad. Szlak zaczyna się łagodnie wznosić, później wspina się serpentynami. Wraz z wysokością odsłania się widok na Grań Baszt i Dolinę Mięguszowiecką. Znów przechodzę przez mostek tym razem przez potok Krupa który kawałek niżej łączy się z Mięguszowieckim Potokiem tworząc rzekę Poprad. Docieram na Popradzką Polanę, która zarasta lasem i kosodrzewiną. Można tutaj zejść na żółty szlak który prowadzi na Tatrzański Cmentarz Symboliczny. Podążam jeszcze kawałek prosto do miejsca gdzie szlak niebieski przecina się z zielonym odbijam w prawo i w pięć minut jestem przy Majlatowej Chacie.
Po krótkim odpoczynku ruszam w dalszą drogę. Początkowo wzdłóż schroniska czerwonym szlakiem prowadzącym na Przełęcz pod Osterwą, a wkrótce, wraz z potokiem skręcam na ścieżkę biegnącą przez Dolinę Złomisk. Można w różnych opisach wyczytać że należy zejść ze szlaku za pierwszym mostkiem ja naliczyłem trzy mostki przez które trzeba było przejść do miejsca gdzie należy zejść ze znakowanego szlaku.

Wkraczam na ścieżkę do Doliny Złomisk. Cisza, pustka oraz spokój. Cała wielka dolina jest właściwie tylko moja, uwielbiam ten stan – będę za nim tęsknić parę godzin później, wchodząc na Rysy. Kieruję się w stronę Siarkańskiej Przełęczy, zasłoniętej trawiasto-skalnym progiem. Dojście na jej próg poprzedzony jest rozległym polem złomów wiekszych i całkiem dużych. Ku tej kamiennej pustyni doprowadza mnie ścieżka wijąca się na przemian wsród kosówek i traw.
Odpalam w oczach detektory kopczyków i idę od jednego do drugiego przy każdym kolejnym chwila na wypatrzenie następnego – ten schemat powtarza się kilkanaście razy naprawdę sprawnie mi to idzie i mam nadzieję że tak będzie aż do przełęczy. Niestety za wcześnie wpadłem w samozachwyt zniosło mnie trochę za mocno w prawo na pole największych głazów, pomiędzy którymi trzeba było się trochę nagimnastykować ale za to zobaczyłem jakie tam są koliby 🤣.




Wlazłem pomiędzy próg a Siarkańską Przełęcz ale za wiele się nie zmieniło – wciąż od groma kamieni. Za to Siarkan przestał wyglądać jak góra, a zaczyna jak szpiczasta turnia. Napieram na wprost, bo już naprawdę chcę stąd wyjść w jakiś inny teren. Myślę sobie że gdybym był wierzący to przypomniałbym sobie wszelkie grzechy, za które chyba właśnie tutaj pokutuję, bo wędrówka po tych kamolach to musi być przecież kara za coś. W końcu wchodzę na Siarkańską Przełęcz.
Z przełęczy poszedłem szerokim grzbietem w górę za kopczykami, później skośnie w lewo ku górze po piarżystym zboczu do wielkiego, stromego żlebu spadającego z Przełączki w Wysokiej ku Dolince Smoczej. Tak miało być jednak za wcześnie uznałem że trzeba wejść w żleb i wszedłem nie w to miejsce co trzeba. Kiedy pod nogami zaczęło robić się lufiasto a w górę coraz trudniej – dotarło do mnie że to raczej nie tędy droga 😁. Zacząłem się rozglądać za jej właściwym przebiegiem. Wdrapałem się na grzędę po lewej i po jej drugiej stronie zobaczyłem właściwy żleb którym powinienem pójść. Niestety – wycof i dojście do właściwej drogi zajęło mi kilkanaście minut.




Tym żlebem podążam w stronę Ławicy jednak nie wchodzę na taras tylko pnę się w górę będę tam w drodze powrotnej. Udaję się w górę żlebem do miejsca, w którym się on rozszerza. Lewą stroną idę w górę stromymi płytami i niewielkimi stopniami skalnymi po dość kruchej skale. Docieram do miejsca w którym czeka mnie poziomy trawers w lewo w poprzek długiej płyty ubezpieczony klamrą.
Żleb powoli się kończy, nie dochodzę do samej Przełączki w Wysokiej, nie ma takiej potrzeby, bo pojawiają się klamry, a zatem odbijam ku szczytowi. Trochę płyt, wreszcie krótkie przejście granią, jedno przewinięcie obok wystającego kamienia i jestem na szczycie przy krzyżu. Uczucie jest wspaniałe pierwszy szczyt WKT zdobyty.


Posiedziałem na szczycie ok. 30 min. po sesji zdjęciowej i posiłku nadszedł czas na zejście. Z wierzchołka zszedłem żlebem na Ławicę. Z Ławicy prawie poziomo wydeptaną percią przez piarżysto-trawiaste zbocze, później krótkie podejście żlebkiem ok.25 m na Przełączkę pod Kogutkiem.


Zszedłem z niej kruchą, wąską i stromą rynną, a następnie kieruję się w dół dość gładkimi płytami, dalej zachodem w ścianie Ciężkiego Szczytu. Później schodzę jego północno-zachodnią granią na przełęcz Waga.

Na Wadze szok. Luuuudzie, seeetki luuudzi!!! Widziałem to z oddali i trudno się nie spodziewać tłumu w tym miejscu. Jednak po kilkugodzinnej wędrówce prawie że w samotności na to nie da się przygotować – w tym miejscu prysła magia dzisiejszego dnia.


Po zejściu na przełęcz zastanawiam się nad sensem wchodzenia na Rysy, ale jakoś nie mam zamiaru zmieniać planów więc ciągnę wśród tłumu na górę. Ciągłe szturchany przez schodzących. Doprowadza mnie do obłędu, jak najszybciej uciekam na grań i nią już idę na szczyt razem z kilkoma turystami którzy również nie wytrzymali pozostania na szlaku.

Parę minut przed trzynastą kolejny raz w swym życiu melduję się na szczycie Rysów. Jest to jak na razie mój drugi szczyt do WKT, mam nadzieję że uda mi się jeszcze w tym roku powiększyć ten stan o przynajmniej dwa. Zobaczymy może się poszczęści, jak na razie to muszę jeszcze zejść do Popradzkiego Plesa. Po krótkim pobycie na wierzchołku rozpoczynam zejście w doliny. Oczywiście nie mogę odmówić sobie browara w Chacie Pod Rysami. Robię całkiem spory postój i o 14.00 ruszam w dół. Po drodze podziwiając przepiękne widoki, tak dochodzę do Matljakowej Chaty gdzie znów krótki postój, tym razem już nie na piwo a na zupę – miała być czosnkowa a była nie wiadomo jaka. Szkoda – niezadowolony z umiejętności kulinarnych kucharza schodzę na parking.
Ten wyjazd uważam za bardzo udany, kolejna przygoda poza szlakiem zakończona sukcesem.
Kilka widoków z zejścia







Warto mieć cel w życiu i do niego dążyć. Pozostało ” już tylko 🤪” 12 szczytów WKT. Każdy kolejny będzie motywacją. Powodzenia 💪
PolubieniePolubienie
Dziękuję za wsparcie.
PolubieniePolubienie