Albino- Michielli Strobel

Tak jak postanowiliśmy w ubiegłym roku tak zrobiliśmy – jesteśmy w Dolomitach. Jest 15 czerwca 2019 roku i znów podziwiamy przepiękne krajobrazy tych gór, tym razem są to okolice Cortiny D’Ampezzo.

Jest 7.10 kiedy docieramy na parking przed hotelem Fiames, krótki odpoczynek po podróży, śniadanie i w drogę. Nie mamy zamiaru marnować pierwszego dnia wspaniale zapowiadającego się urlopu. Po spakowaniu plecaków, przechodzimy na drugą stronę drogi i wchodzimy w las. Idziemy ścieżką kierującą nas znakami w stronę ferraty Albino- Michielli Strobel którą mamy wejść na szczyt Punta Fiames 2240 m n.p.m.

Przecinamy szlak , który został poprowadzony w miejscu, w którym niegdyś kursowała kolejka wąskotorowa. Wiedzeni wąską ścieżką pośród kosodrzewiny docieramy do wylotu żlebu.

Stąd już w kilka minut piargiem w górę i jesteśmy pod ścianą, gdzie znajduje się początek ferraty. Nazwa drogi pochodzi od nazwiska słynnego alpejskiego wspinacza i przewodnika Albino- Michielli Strobel pochodzącego z okolic Cortiny d’ Ampezzo, który zginął wskutek upadku, w ścianie Pomagagnon. co upamiętnia znajdująca się tutaj tablica.

Ferrata wiedzie wschodnimi urwiskami góry, wykorzystując system półek i zachodów (pozioma lub skośna półka w ścianie przecinająca zbocze), wspinamy się zakosami, kilkakrotnie przemierzając ścianę z jednego końca do drugiego. Co prawda sam szczyt nie należy do wybitnych i rzucających się w oczy, mierzy zaledwie 2240 m, ale ferrata poprowadzona na jego wschodniej ścianie należy już do jednej z ciekawszych, które znajdują się w rejonie Cortiny d’Ampezzo.

Albino- Michielli Strobel jest ferratą łatwo dostępną można by powiedzieć podmiejską dlatego spodziewaliśmy się tutaj dużo turystów, a spotkaliśmy tylko kilka osób jak się później zresztą okazało jedynych jakie spotkaliśmy w czasie naszego pobytu na żelaznych drogach pomijając dwie osoby na podejściu do Ivano Dibona, ale o tym w innym wpisie.

Trudności drogi nazwanej imieniem słynnego alpejskiego przewodnika zostały wycenione na C. Pierwsze metry ferraty to trochę wspinaczki po nieco stromych skałkach, po przejściu, których czeka na nas długi zachód. Trawersujemy nim dolne partie ściany po czym nasza droga znów zaczyna piąć się w górę. Przed nami ciąg kominków i rynien wycenionych na B/C. Wspinaczka sprawia mnóstwo radości i przyjemności, ciągniemy z Pelasiem do góry gdy z dołu słyszymy Wilusia wołającego – ,,gdzie wam się śpieszy, mamy czas” , a więc odpoczynek. W ten oto sposób to zawołanie zostało hasłem przewodnim tegorocznego wyjazdu:) Pod naszymi nogami coraz więcej powietrza. Dalsza droga to eksponowana wspinaczka po przeróżnych formacjach skalnych poprzeplatana trawersami.

W ten sposób docieramy do najtrudniejszego miejsca na całej drodze wycenianego na C. W miejscu tym znajduje się świetny punkt widokowy na całą Cortinę d’Ampezzo i otaczające je ze wszystkich stron masywy. Wszyscy mamy świetne humory i z werwą ruszamy dalej.

Przed nami pojawia się drabinka, podobna do tej z Orlej Perci, z tym, że ta tutaj jest nieco dłuższa i dobrze się trzyma.

Po przejściu drabinki czeka na nas jeszcze nieco wspinania, którego trudności wycenione są na B, B/C.

Tuż przed szczytem ferrata kończy się i ostatnie metry pokonujemy ścieżką wyznaczoną przez kopczyki.

Mimo, że Punta Fiames nie jest szczególnie wysoka to ze szczytu roztaczają się dookoła wspaniałe widoki. Jeszcze tylko wpis do książki, wspólne zdjęcie, krótki odpoczynek i rozpoczynamy zejście.

Zejście prowadzi inną drogą . Schodząc ze szczytu kierujemy się w prawo, w stronę Val Pamagagnon i przełęczy o tej samej nazwie. Ścieżka jest bardzo wyraźna i nie mamy problemu z właściwym kierunkiem schodzenia. Dookoła panuje absolutna cisza, jesteśmy sami pośród gór. To jest nieprawdopodobne, kiedy pomyślę sobie, że w tym samym momencie w Tatrach tłoczy się mnóstwo ludzi bijąc rekordy wejść do TPN. Uwielbiamy za to Dolomity

Po paru minutach docieramy na Forcella del Pamagagnon. Prowadzi tędy szlak którym będziemy schodzić w kierunku Cortiny.

Dalsza droga to w zasadzie, mniej lub bardziej kontrolowany zjazd stromym piargiem. Dosłownie wszystko osypuje się pod nogami. Najlepszym sposobem jest bieg po tym tym czymś, bo inaczej to co krok to zjazd o metr w dół. I tak cały czas, aż do samego dołu.

Droga przez chwilę prowadzi pod ścianą Punta Fiames, po czym odbija już w dół, w kierunku kompleksu sportowego w Fiames. Dalszą część dnia mieliśmy spędzić na leżakach, z piwkiem w ręku, planowaniu następnych dni i podziwianiu Dolomitów. Niestety stało się inaczej, po zejściu mieliśmy wsiąść do auta i pojechać do Cortiny zameldować się na kwaterze, a okazuje się się że nasz automobil odmówił posłuszeństwa. Diagnoza- zgon akumulatora- zastanawiamy się co dalej, jest sobota po południu i raczej o tej porze nowego nie kupimy. Po dość długich poszukiwaniach kabli aby tylko zreanimować naszą baterię i dostać się do Cortiny jesteśmy już zrezygnowani gdy nagle z pomocą kelnera z hotelu Fiames dwóch jegomości stwierdza że są nam w stanie udzielić pomocy. Wskakują do swojego pojazdu i po pięciu minutach są już z kablami i odpalamy naszą maszynę.

Dziękujemy najbardziej jak potrafimy, ale wszyscy wiemy że słowa to nie wszystko więc w ramach podziękowań przekazujemy naszym włoskim znajomym butelkę świetnego, wysokoprocentowego napoju domowej produkcji. Z pewnymi oporami,ale przyjęli Pomyśleliśmy sobie wtedy że fajnie byłoby ich zobaczyć jutro rano kiedy już skonsumują zawartość tej butelki. Nie zobaczymy musimy jechać do Cortiny D’Ampezzo zakwaterować się i pomyśleć o nowym akumulatorze.

film z przejścia ferraty

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.