Brigata Tridentina

Klasyka ferrat. Świetnie poprowadzona droga oferująca piękną wspinaczkę zakończoną efektownym mostkiem linowym. Duża ekspozycja i wspaniałe widoki. Droga, którą ma się ochotę przejść jeszcze raz.

Jest to nasz ostatni dzień w Dolomitach, pakujemy się i wyjeżdżamy ale chcemy zrobić jeszcze jedną ferratę wybór pada właśnie na Brigata Tridentina.

Kiedy wjeżdżamy na parking zaraz za granicami Colfosco (kierunek na przełęcz Passo Gardena) jest już tam sporo samochodów. Zabieramy plecaki i nie tracąc czasu idziemy w kierunku zbocza porośniętego kosodrzewiną. Po krótkim podejściu zabezpieczonym stalową liną i kilku minutach marszu dochodzimy do początku via ferraty. Panuje tutaj tłok jakiego na wcześniejszych żelaznych drogach nie spotkaliśmy, przyczyna jest oczywista: łatwy dojazd, krótkie podejście i atrakcyjność tego miejsca oraz sobotnie przedpołudnie. Wszystko to sprawia iż razem z Wilusiem stwierdzamy że gdyby tak było na każdej drodze jaką robiliśmy na tym wyjeździe to Dolomity odwiedzilibyśmy po raz ostatni, na szczęście tak nie jest i już wiemy że w przyszłym roku znów będziemy przemierzać włoskie szlaki.

Po przejściu pierwszego fragmentu ferraty napotkam już w lesie, gdzie sztuczne ułatwienia pomogą nam przedostać się przez skalne przeszkody. Mijamy dwa wielkie bloki skalne i kontynuujemy wędrówkę u podnóży masywu Sella.

Droga prowadzi następnie w górę, aż do szczytu Torre Exner. Wierzchołek tej turni opuszczamy za pomocą mostu linowego.

Kontynuujemy wędrówkę do Rifugio Pisciadù położonego nad malowniczym jeziorem Lago Pisciadù .

To dobre miejsce na chwilę odpoczynku i nasycenie się widokami.

Stąd rozpoczynamy zejście trzymając się szlaku nr 666, który biegnie stromą doliną Val Setus.

Pozostało już tylko dojście do samochodu i wyjazd do Polski, ale cała nasza trójka przyrzeka sobie że w przyszłym roku znów zawitamy w Dolomity, Pelaś jest pod ich urokiem już od dawna, mnie i Wilusia również urzekły., już planujemy via ferraty na 2019 rok.