Dziś kolejny dzień projektu ,,Późnym latem w Tatrach” tym razem przyszedł czas na Szpiglasową Przełęcz, Szpiglasowy Wierch oraz Wrota Chałubińskiego. Po nocy spędzonej w Dolinie Pięciu Stawów Polskich nieśpiesznie przygotowujemy śniadanie w otoczeniu malowniczych stawów i ok godziny 8.00 ruszamy na szlak. Wszyscy jesteśmy w dobrych nastrojach i trochę podekscytowani bo mamy w planie przejście ze Szpiglasowego Wierchu na Wrota Chałubińskiego Szpiglasową Granią.

Szlak na Szpiglasową Przełęcz i Szpiglasowy Wierch cieszy się ogromną popularnością już od XIX wieku. Polecany jest szczególnie średnio zaawansowanym, a nawet początkującym turystom. Stosunkowo łatwy do przejścia latem, jednakże zimą bywa niebezpieczny z powodu dużego prawdopodobieństwa zejścia lawiny. Jeszcze w czerwcu często zalega na szlaku śnieg i lód.
Po raaz kolejny idziemy niebieskim szlakiem, podziwiając Wielki Staw Polski oraz masyw Koziego Wierchu . Wkrótce dochodzimy na słynny mostek. Na prawo prowadzi zielony szlak przez Roztokę, my pędzimy dalej niebieskim. Wędrując wśród kosodrzewiny nabieramy wysokości. Mijamy jeszcze dwa rozwidlenia szlaków – żółty na Krzyżne, czarny na Kozi Wierch. Po krótkim czasie dochodzimy do tabliczki z informacją o Szpiglasowej Przełęczy i Zawracie. Skręcamy w lewo na żółty szlak.
Idziemy po płaskim terenie, prowadzeni przez wygodny chodnik. Mijamy strumyk, który okazuje się dość szeroki by zmoczyć buty 😀. Teraz wędrując pod górę, czasem spoglądamy w kierunku Wielkiego Stawu i Orlej Perci.


Szlak jest zbudowany z dużych kamieni. Po dosyć męczącym podejściu idziemy przez chwilę płasko. Dalej zaczynamy kolejne podejście, tym razem szlak prowadzi nas zakosami po kamiennych stopniach. Dostrzegamy początek łańcuchów.


Na pierwszych metrach owych sztucznych ułatwieniach jest wąsko więc gdy jest więcej ludzi proponuję ostrożność. Trawersujemy skalny żleb, którym po chwili skręcamy w lewo, a następnie pniemy się w górę. Przed nami ostatni fragment wejścia na przełęcz, szlak mocno zakręca w lewo – tutaj spora ekspozycja – i wyprowadza nas na wygodną ścieżkę. Jeszcze jeden zakręt i wychodzimy na Szpiglasową Przełęcz, z której mamy wspaniałe widoki. Znakomita panorama całej Orlej Perci.

Z przełęczy zdobycie Szpiglasowego Wierchu to już kwestia 10-15 minut. Początkowo idziemy sypką ścieżką, która prowadzi zakosami. Po chwili wychodzimy na wąskie siodełko, tutaj uważać trzeba na spore przepaście. Przed nami ostatni fragment i za chwilę jesteśmy na szczycie. Wspaniałe widoki na Dolinę Pięciu Stawów, Rysy i okoliczne szczyty.


Szpiglasowa Grań to niedługi fragment Głównej Grani Tatr, znajdujący się pomiędzy Szpiglasowym Wierchem a Wrotami Chałubińskiego. Rozdziela ona na północnym wschodzie Dolinkę za Mnichem, natomiast na południowym zachodzie Dolinę Ciemnosmreczyńską. Do Doliny za Mnichem opada stromymi ścianami które sięgają 170 metrów wysokości. W grani wyróżniamy:
- Szpiglasowy Wierch stanowiący kulminację całej grani.
- Szpiglasowa Czuba
- Szpiglasowa Turniczka
- Dziurawa Czuba
- Głaźna Czuba
Granią, omijając jej górną część (powyżej Niżnich Szpiglasowych Wrótek), prowadzi nieznakowana ścieżka ze Szpiglasowego Wierchu na Wrota Chałubińskiego. Autorem pierwszego przejścia tej drogi był Zygmunt Klemensiewicz 20 sierpnia 1905 roku. Pomimo pozornej łatwości zdarzały się tu wypadki śmiertelne.
Na Szpiglasową Przełęcz, prowadzą dwa szlaki. Weszliśmy od DPSP więc trzeba by było zejść „ceprostradą” do Morskiego Oka. Gdybyśmy byli grzecznymi turystami zapewne taki wariant byśmy wybrali. My znaleźliśmy alternatywną drogę😀. Postanowiliśmy przejść Szpiglasową Granią do Wrót Chałubińskiego i dalej do schroniska już znakowanym szlakiem. Żeby była jasność nikogo na takie rozwiązanie nie namawiam, ale kto ma chęci na pozaszlakowe doznania oraz odpowiednią wiedzę to polecam.

A więc ruszamy. Początek drogi jest bardzo oczywisty, i nie sposób go przegapić. Bardzo widoczna ścieżka która odchodzi poniżej szczytu. Trasa biegnie po słowackiej stronie więc trzeba uważać aby nie zafundować sobie drogiego lotu śmigłowcem HZS odpowiednik polskiego TOP-u. Po chwili robi się mniej widoczna , więc czasami kluczymy nie wiadomo gdzie, ale co jakiś czas natrafiamy na wydeptany teren, więc generalnie idziemy zgodnie z wytycznymi.

Wkrótce na swej drodze spotykamy rozwidlenie ścieżki: lewa odejście biegnie wśród traw, trawersuje Szpiglasową Czubę i Dziurawą Czubę dużo poniżej skał, natomiast odejście w prawo wywija się małym, stromym żlebem w kierunku grani. Scieżka powyżej żlebiku wcale nie prowadzi ściśle granią, są momenty kiedy do niej dobija, jednak w większości prowadzi nieco poniżej. Mimo tego ekscytacja trasą jest: jakby nie było, to droga dla nas nieznana mimo że łatwa, to jednak wymaga wzmożonej uwagi. Tak więc szliśmy sobie wśród skał planując następny etap granią ze Szpiglasa na Gładką Przełęcz.

W okolicach Głaźnych Wrótek wchodzimy ściśle na grań a widoki się rozszerzają. Do pokonania pozostało nam kilka skalnych wertepów, w tym Głaźną Czubę,.

Widzimy już łagodne zejście do Wrót Chałubińskiego więc postanawiamy zrobić sobie dłuższą przerwę w marszu i spojrzeć za siebie na przebytą drogę.


Na przełęcz docieramy krótko po godzinie 11.00, teraz już jak przykładni turyści podążamy czerwono znakowaym szlakiem do Doliny za Mnichem i dalej żółtym do Morskiego Oka. Przed dojściem do ceprostrady postanawiamy jeszcze zrobić przerwę na obiad i poleżeć w spokoju przed wbiciem się w tłumy ludzi na autostradzie łączącej najbardziej znany staw w polskich Tatrach ze Szpiglasową Przełęczą.


Pojedli, pospali i poszli. Ruszyliśmy w dół z myślą ze w schronisku będzie następny postój tym razem nie na wczorajsze kanapki 🤣 czy liofilizowane jedzenie, ale na zimne piwo🍺. Lecz gdy z daleka zobaczyliśmy tłumy ludzi oblegające schronisko oraz jezioro wiedzieliśmy już że na złoty napój przyjdzie nam poczekać do końca dzisiejszej wędrówki w DPSP.

Mijamy bardzo szybko górski bar i czym prędzej kierujemy się w stronę szlaku do Piątki przez Świstówkę. Idąc mamy wrażenie że jesteśmy na Krupówkach lub jakimś nadmorskim deptaku w szczycie sezonu. Droga zajmuje nam sporo czasu ze względu na fakt iż setki niedzielnych turystów wracało tym szlakiem z doliny gdzie podziwiali zapewne pięć stawów. Po powrocie do naszej bazy udajemy się w końcu na upragnione piwo, a ruch w dolinie powoli zaczyna zamierać. Jeszcze godzinka lub dwie i nastanie tutaj błogi spokój, a my będziemy mogli odpocząć po dzisiejszej wędrówce planując następne wypady w góry.




