Wielka Korona Tatr
7. Kończysta / Končistá
2538 m n.p.m. / 8327 ft
mój szczyt WKT nr 5
Kończysta (słow. Končistá) – dwuwierzchołkowy szczyt (2537 m według wcześniejszych pomiarów 2538 m) w południowej, bocznej grani Tatr Wysokich odchodzącej od Zmarzłego Szczytu (Popradský Ľadový štít). Zaliczany jest do Wielkiej Korony Tatr.
Pomiędzy północny (2536 m) i południowy (2537 m) wierzchołek Kończystej wcinają się Wyżnie Pasternakowe Wrótka (Vyšná Pastrnakova bránka, 2531 m). Na południowym, wyższym wierzchołku znajduje się duży blok skalny nazywany Kowadłem (Nákova) albo Koniem Jármaya (Jármaiho stôl). W sierpniu 2019 roku, w wyniku uderzenia pioruna od Kowadła odpadł spory fragment skały, przez co straciło ono swój pierwotny, charakterystyczny kształt.


Kończysta to jeden z najczęściej odwiedzanych pozaszlakowo szczytów w słowackiej części Tatr. Na jej charakterystyczny, wierzchołek zwieńczony „Kowadłem” prowadzi kilka dróg turystycznych i wspinaczkowych. Wejście popularnymi drogami „turystycznymi” jest stosunkowo łatwe – jak od strony technicznej tak i orientacyjnej. Początkowo planowałem wejść na Kończystą przez Tępą i Stwolską Przełęcz, ostatecznie jednak wybraliśmy wariant od strony Batyżowieckiego Stawu.
Startujemy o godz. 0:00 po drodze zgarniam jszcze Krzycha i o godz. 0.30 pędzimy w stronę Tatr Wysokich. Jesteśmy umówieni jeszcze z Olkiem mamy się spotkać w miejscu wyjścia na szlak.
Trasa trochę się ciągnie, ale gdy wjeżdżamy na tzw. Drogę Wolności (słow. cesta Slobody) wiemy że pozostało już niewiele do celu. Mijamy Tatrzańską Łomnicę, Stary Smokowiec oraz Tatrzańską Polankę i wjeżdżamy do miejscowości Wyżnie Hagi. Parkujemy niedaleko stacji elektriczki, jest tutaj darmowy parkig. Z tego miejsca rozpoczynamy wędrówkę żółtym szlakiem w stronę Batyżowieckiego Stawu.

Mijamy mały bar znajdujący się tuż obok budynku stacji kolejowej, wracając z Gerlach popijałem w nim zimne piwko, dzisiaj tak nie będzie – jestem kierowcą 😥. Wchodzimy na asfaltową zadrzewioną dróżkę prowadzącą w sąsiedztwie torów z niej na szeroką kamienistą która po ok 1,5 km zmienia się w wąską ścieżkę mijając wiatę turystyczną ścieżka robi się bardziej wymagająca. Kiedy las ustępuje miejsca kosodrzewinie rozpoczynają się wspaniałe widoki na okoliczne szczyty oraz podtatrzańskie miejscowości.

Maszerując wśród kosodrzewiny docieramy do miejsca w którym żółty szlak łączy się z magistralą tatrzańską. Skrecamy w lewo aby po około 10 minutach zejść z czerwono znakowanej ścieżki i podążać w stronę szczytu Kończystej.


Początkowo ścieżka pnie się stromo w górę, po trawiastym zboczu. Po krótkim czasie teren zaczyna się robić bardziej połogi, pojawia się też więcej kamieni. Idziemy w górę raz po trawie to znów po głazach rozglądając sie za kopczykami które wyznaczają trasę na wierzchołek Kończystej. Jeśli chodzi o przejście po trawach orientacja jest bardzo łatwa, natomiast na skałach trzeba już uważniej wypatrywać kopców.


Wolno pniemy się w górę, na moment głazy rzedną ustępując miejsca trawie lekko przyśpieszamy, ale tylko przez parę minut – znów pojawiają się piargi w jeszcze większej ilości niż dotychczas.

Podchodząc pod Pasternakowe Czuby mamy wrażenie że do szczytu pozostał już kawałek, jednak okazuje się że ścieżka wiedzie trawersem po zachodniej stronie pod nimi. Musimy najpierw zejść w dół później powoli odzyskując wysokość kierujemy się na Wyżnie Pastrnakowe Wrótka – przełęcz pomiędzy wierzchołkami Kończystej. Dostrzegamy już Kowadło na szczycie i jego jasną część która powstała po jego rozpadnięciu od uderzenia pioruna, a po drodze mijamy jego kawałki które poleciały w dół.

Pomimo przewidywań meteorologów pogodę mamy dobrą na dzisiejsze wyjście tylko parę chmurek przewija się nad naszymi głowami. Wszystko byłoby dobre gdyby nie wiatr który towarzyszy nam od pewnego czasu. Po wyjściu na przełęcz przybiera na sile do tego stopnia że trudno utrzymać równowagę więc musimy zrezygnować z ważnej części dzisiejszej wyprawy a mianowicie wejścia na Kowadło.

Czekamy na szczycie prawie godzinę w nadziei że wiatr chociaż troszkę zesłabnie. Niestety widoków na poprawę brak i trzeba zawijać się w dół. Rozsądek wziął górę nad naszymi ambicjami – Kowadło pozostało niezdobyte, ale jest opcja ze jeszcze tutaj wrócimy i może wtedy na nie wejdziemy. Na pocieszenie pozostaje nam północny wierzchołek o metr niższy.

Schodzimy z przełęczy po paru minutach trudniejszy teren zostaje za nami, ale silny wiatr utrudnia swobodne zejście.


Zdarza się nam przysiąść obejmując kamień aby nie polecieć w dół. Obchodzimy grań od zachodu, wchodzimy lekko do góry, przechodzimy trawiasto – piarżystą granią i rozpoczynamy zejście na coraz bardziej rozszerzający się grzbiet góry. Przechodzimy przez rozległe głazowiska zblizając się do magistrali tatrzańskiej. Wchodzimy na czerwony szlak skręcając w lewo w kierunku Batyżowieckiego Stawu, po kilku minutach jesteśmy w miejscu z którego żólty szlak zaprowadi nas do Wyżnich Hag.

Zanim jednak udamy się do samochodów postanawiamy odpocząć dłuższą chwilę podziwiająć Króla Karpat – Gerlach (tutaj opis wejścia). W końcu podnosimy swoje cztery literty i ruszamy na ostatni etap naszej wycieczki, najpierw przez kosówki później lasem schodzimy na parking.
