Triglav 2864 m n.p.m.

Triglav 2864

Korona Europy nr. 10 nasz 9/46

Wejście na najwyższy szczyt Słowenii – Triglav 2864 m n.p.m.


Opis wg. wikipedii

Triglav (niem. Terglau, wł. Tricorno, 2864 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Alp Julijskich (część Alp Wschodnich). Jest najwyższym szczytem Słowenii i znajduje się w herbie i na fladze tego kraju. Wznosi się pomiędzy doliną Vrata na północy a kotliną Velo Polje na południu. Od północnej strony opada ponad 1000-metrową ścianą, której eksploracja odegrała istotną rolę w rozwoju słoweńskiego alpinizmu. W pobliżu kopuły znajdują się resztki lodowca, tzw. Triglávski ledeník.

Triglav (co po słoweńsku znaczy „Trójgłowy”) wbrew temu, co można by sądzić na podstawie nazwy, nie posiada wcale trzech wierzchołków. Jedynie oglądając go z niektórych miejsc od południowego wschodu, np. z okolic Vodnikov Dom, trzecim obok głównego szczytu i Małego Triglava (2725 m n.p.m.) wierzchołkiem góry wydaje się być Rjavec (2568 m n.p.m.). Nazwa Triglav wiąże się ze średniowiecznymi słowiańskimi wierzeniami, które na wierzchołku góry umiejscowiały siedzibę potężnego Trojana – pogańskiego bóstwa wody, ziemi i podziemi. Po raz pierwszy nazwa Triglav pojawiła się w 1573 r.

Triglav został uznany za symbol słowiańskości, dlatego też w 1889 roku ksiądz z pobliskiej wsi, Jakob Aljaž odkupił szczyt góry, by był on w słoweńskich rękach. Niedługo potem postawił tam cylindryczną wieżę z blachy służącą za schronienie przed burzą, tzw. stołp Aljaževa (Aljažev stolp lub Triglavski stolp) który został otwarty 7 sierpnia 1895. Obecnie jest on w posiadaniu Słoweńskiego Stowarzyszenia Alpinistycznego. Z inicjatywy księdza Aljaža powstało też schronisko pod szczytem Triglava.


Na szczyt prowadzi kilka dróg o różnym stopniu trudności. My do wejścia na „świętą górę Słoweńców” wybieramy stosunkowo łatwy szlak z doliny Krma (Kovinarska koča v Krmi) który doprowadzi nas do Triglavskiego domu na Kredarici (2515). Z tamtąd czeka nas wspinaczka na Mały Triglav, później przejście eksponowaną granią i znów wspinaczka na Triglav. Trasa jest widokowa i atrakcyjna.

Na początek naszej trasy, parking obok schroniska Kovinarska koča v Krmi dojeżdżamy ok godz. 4.00. Jemy śniadanie, przepakowujemy plecaki i po pożegnaniu z Marysią – która tym razem jedzie zwiedzać niższe partie Słowenii – ruszamy na szlak.

szeroka szutrowa droga

Idziemy wygodną szeroką drogą, mijamy jeszcze dwa parkingi na które mogliśmy dojechać i zaoszczędzić sobie ok 2 km marszu. Za drugim parkingiem droga zmienia się w wąską, kamienistą ścieżkę, która prowadzi nas przez bukowy las, systematycznie wznosząc się do góry.

ścieżka przez bukowy las

Po ponad godzinnym marszu wychodzimy z lasu, a po lewej stronie pojawia się ogromny skalny mur wygląda imponująco, a przecież najwyższe szczyty mają niewiele ponad 2000 m., (Visevnik 2050 m. czy Mali Draski vrh 2132 m). W dalszym ciągu podchodzimy stromą ścieżką zostawiając za sobą głębokie dno doliny.

widok na dolinę

Wyprowadza nas ona na niewielki płaskowyż, jego przejście po wcześniejszym podejściu jest sporą ulgą. Relaks po równym kończy się bardzo szybko i znów przed nami niewielkie podejście. Wkrótce dochodzimy do betonowego wodopoju – są to poidła dla wypasanych w tym rejonie krów. W tym miejscu robimy krótki postój.

Ścieżka zakosami cały czas lekko pnie się w górę, na niektórych odcinkach przebiega między drzewami, dającymi w gorący dzień przyjemny chłód, dzisiaj niekoniecznie nam potrzebny bo mimo iż pogoda jest słoneczna to jest troszkę chłodno. Przechodząc obok chaty pasterskiej ,,Prgarca” dostrzegamy dosyć spore stado pasącego się bydła. Powyżej chaty mijamy kolejny betonowy wodopój – po śladach widzimy że ten jest oblegany przez zwierzęta. Ostrożnie przechodzimy obok aby nie wdepnąć w krowie placki 🤣.

pasące się stado
rozejście szlaków

Nad tym wodopojem dochodzimy do rozwidlenia szlaków – w lewo i do góry do „Domu Planika” (przez Konjsko Sedlo) i w prawo na Kredaricę – strzałki i nazwa wymalowane są na skale. Wybieramy szlak w stronę Domu Planika by na przełęczy Konjsko odbić w prawo w stronę Triglavskiego Domu trasa bardziej widokowa chociaź troszkę trudniejsza.

Dobrze ze słońce dzisiaj nie przygrzewa zbyt mocno ponieważ od chaty „Prgarca” idziemy cały czas w otwartym terenie, wydaje mi się że podejście do schroniska w palącym słońcu byłoby naprawdę mordercze. Pniemy się w górę w otoczeniu pięknych widoków, przed nami wznoszą się wysokie szczyty, a w dole widzimy skalny mur, który przy podejściu od parkingu robił na nas duże wrażenie, a teraz jest tak odległy.

w górze nasz cel

Robimy sobie dłuższy postój wśród kończącej się już tutaj zieleni. Później piarzysta ścieżka wyprowadza nas w księżycowy krajobraz, dookoła siebie widzimy tylko szaro – białe skały pośród których biegnie nasza trasa. Patrząc na schronisko na Kredaricy uświadamiamy sobie jaka jeszcze wysokość do pokonania nam pozostała. Wędrówka kamienną, bardzo nachyloną trasą z plecakiem, po nie przespanej nocy jest bardzo męcząca, poruszamy się wolno ale cały czas do przodu. Wolne tempo ma jednak swoją zaletę – dzięki postojom możemy naoglądać się pięknych widoków, a te są naprawdę imponujące i dają nam wyobrażenie tego co nas czeka podczas samego wejścia na szczyt. Tak drepcząc od kamienia do kamienia dochodzimy do rozwidlenia szlaków – do Triglavskiego domu pozostało nam 30 minut. Jednak w praktyce dojście do schroniska zajęło trochę więcej czasu. Na górę dotarliśmy trochę zmęczeni za to we wspaniałych humorach.

Triglawski Dom 30 minut

Już przed dotarciem do schroniska podejmujemy decyzję o tym, aby ataku szczytowego nie odkładać na jutro ale po regeneracji sił 🥣🍻 próbować zdobyć szczyt jeszcze dzisiaj. Znajdujemy miejsce gdzie w spokoju możemy coś zjeść. Meldujemy się w schronisku – tutaj przestroga dla wszystkich którzy płacą za nocleg ze śniadaniem – trzeba upomnieć się o paragon bez niego nie wydadzą rano posiłku mimo iż mają potwierdzenie płatności. Mnie paragonu nie wydali, a kiedy rano próbowałem odkręcić sytuację facet który dnia poprzedniego nas meldował stwierdził że teraz recepcja jest nieczynna i bez paragonu nic nie wskóramy. Schronisko to, jak jeszcze parę razy w ciągu naszego pobytu się okaże nastawione jest tylko na kasę a jeżeli ktoś myśli że może oczekiwać od personelu profesjonalizmu to jest w wielkim błędzie.

Triglavski dom na Kredaricy

Wejście na szczyt
Odpoczywamy przed schroniskiem jeszcze jakiś czas, sprawdzamy dla pewnosci pogodę i ok. godziny 14.30 ruszamy w stronę szczytuSzlak jest dobrze oznakowany a wejście na wierzchołek powinno nam zająć jakieś 1,5 godz. Praktycznie cała droga ubezpieczona jest metalowymi prętami, klamrami, poręczówkami, mam jednak wrażenie że duża ilość żelastwa zamontowana jest w miejscu do tego zbędnym nie ma go natomiast tam gdzie powinno się znaleźć. Podzczas wejścia na tym odcinku nie ma zbyt dużych trudnosci technicznych. jedynym utrudnieniem dla nas jest duża liczba osób, a że szlak jest dwukierunkowy w niektórych miejscach w czasie naszego wejścia tworzyły się zatory. Zauważamy sporo osób wchodzących bez asekuracj. Pomimo teoretycznie łatwej drogi nasz zespół się jednak asekuruje, największym ryzykiem jest wymijanie ludzi odpoczywajacych w czasie wejścia lub mijanie się ze schodzącymi. Przy tych pielgrzymkowych ilościach osób warto się wpiąc do liny.

w dole Triglavski dom na Kredaricy
w drodze na Triglav

Szlak prowadzi nas najpierw stromo na Mały Triglav z którego przechodzimy ubezpieczoną granią, do miejsca skąd znów mocno w górę już na szczyt.

Na Triglavie meldujemy się o 16.15. Udajemy się w stronę najbardziej rozpoznawalnego elementu szczytu – cylindrycznej wieży postawionej tutaj w 1895 roku.

Tak oto zdobyłem kolejny szczyt do Korony Europy tym tym razem bez Marysi która teraz spaceruje gdzieś nad jeziorem Bled za to z równie doborową kompanią Hanią dla której było to pierwsze wysokogórskie wejście oraz Krzychem z którym przeszliśmy juz parę szlaków jak i tras poza szlakiem.

na szczycie

Szukamy dogodnego miejsca na odpoczynek i czekamy na swoją kolej, aby pstryknąć sobie kilka fotek obok schronu. Na szczycie jest sporo osób więc czas się wydłuża jednak nie przejmujemy się tym, rozsiadamy się wygodnie na kamieniach i podziwiamy widoki które są naprawdę piękne. Później zaczniemy schodzić ze szczytu to mniej osób będzie na szlaku, a to oznacza krótszy czas zejścia.

Nadchodzi czas, aby zacząć schodzić ze szczytu. Zgodnie z naszymi przewidywaniami wracając mijamy zdecydowanie mniej osób co ułatwia i przyspiesza zejście. W schronisku jesteśmy o 18.30. Panuje tutaj spory tłok więc trudno o wolny stolik, jednak po chwili znajdujemy wolne miejsca. Po kolacji próbujemy się troszkę ogarnąć do spania chociaż jest to trudne zważywszy na to, że działają tylko trzy krany z zimną wodą. Później przysiadamy jeszcze na jakiś czas w jadalni aby podsumować jakże udany dzisiejszy dzień. Jutro czeka już nas tylko zejście.

Następnego dnia przekonujemy się jak słuszną była decyzja o wczorajszym zdobyciu szczytu. Pogoda dosyć nieciekawa a góry którą wczoraj zdobyliśmy dzisiaj nie widać.

Po śniadaniu pakujemy plecaki i rozpoczynamy zejście do doliny Krma. Schodzimy szlakiem przez Dom Planika, postanawiamy wstąpić do tego schroniska aby przeczekać deszcz. Wchodząc do budynku okazuje się ze panuje tutaj prawdziwie schroniskowy klimat, zaczynam żałować że nie próbowałem tutaj załatwić nam noclegów. Trudno, nie ma co narzekać – wyjazd i tak uznajemy za udany.

Po przeczekaniu deszczu w domu Planika kontynuujemy zejście do doliny gdzie jesteśmy umówieni z Marysią. Na parking docieramy ok 15.00, jedziemy do Kranjskiej Gory gdzie będziemy dzisiaj nocować.