Zadni Granat 2240 m. n.p.m.

Tym razem wybrałem się samotnie na dosyć poważną skiturę polecaną zaprawionym w bojach narciarzom. Ja obyty trekkingowo w górach, jako skiturowiec jestem początkujący a mimo wszystko postanowiłem wejść na Zadni Granat 2240 m n.p.m. dodatkowo wydłużając trasę o zdobycie Kasprowego Wierchu 1897 m n.p.m. ze zjazdem na Halę Gąsienicową.
Jest to trasa długa o ponad dwukilometrowym przewyższeniu oraz wysokogórskim charakterze.
Zarówno wejście i zjazd z tych szczytów są prawdziwym rarytasem wśród widoków zapierających dech w piersiach.

Kasprowy Wierch

Wejście na Kasprowy Wierch to jedna z najpopularniejszych tras na świętą górę narciarzy i skiturowców. Wycieczka jest dosyć łatwa chociaż trudności może sprawić spore nachylenie stoku na ostatnim odcinku Kotła Goryczkowego.

Przejście proponowanym wariantem przed dolinę Goryczkową to jeden z kilku wariantów szlaków rozpoczynających się w Kuźnicach. Trasa jest dobrze oznaczona, licznie uczęszczana, każdy chociaż raz w swojej karierze skiturowej odbył taką wycieczkę. Sam Kasprowy Wierch jest najczęściej odwiedzanym tatrzańskim szczytem.

Wycieczkę rozpoczynam na parkingu pod Hotelem Murowanica. Z Kuźnic ruszam szeroką drogą prowadzącą do Hotelu Górskiego na Kalatówkach, po ok 200 metrach, za leśniczówką skręcam lekko w dół i wchodzę na zielony szlak w stronę Kasprowego. Początkowo wiedzie on wzdłuż nartostrady. Po około kilometrze łagodnego podejścia dochodzę do rozwidlenia szlaków – zielony skręca ostro w lewo w stronę Myślenickich Turni, ja podążam prosto, wzdłuż nartostrady do dolnej stacji kultowego wyciągu krzesełkowego w Goryczkowej. Wędrując coraz gęstszym świerkowym lasem zostawiam nartostradę po swojej prawej stronie, końcówkę podejścia do wyciągu pokonuję zakosami między drzewami.  Dochodzę do bufetu przy dolnej stacji wyciągu, planowałem tutaj krótki odpoczynek na łyk herbaty 🤣 (czytaj 🍺) ale uznałem że szkoda cennych minut. Od szałasu kontynuuję podejście trzymając się pomarańczowych oznaczeń. Idę coraz bardziej stromym terenem, trzymając się blisko lasu aż do Patelni. Mijam oznaczenia, informujące o dystansie 1,9 km do szczytu Kasprowego Wierchu szczyt jest już widoczny, skręcam w lewą stronę, trzymając się płotków odgradzających trasę narciarską. Podążam jeszcze kilkaset metrów prawym bokiem trasy, po czym przecinam ją jednak i przechodzę na drugą stronę. Dochodzę do Kotła Goryczkowego, którym czeka mnie finalne podejście na szczyt. Ze szczytu zjeżdżam pod górną stację kolejki z Hali Gąsienicowej i pustą jeszcze o tej porze trasą szusuję w dół. Z trasy narciarskiej zjeżdżam na szlak prowadzący do Murowańca gdzie zaplanowałem krótki odpoczynek.

Od schroniska Murowaniec kontynuuję podejście niebieskim szlakiem, podejście jest z pozoru bezpieczne. Pamiętam, że muszę oceniać w jaki teren wchodzę oraz jaki teren znajduje się nade mną. Muszę podejść do Kotła Czarnego Stawu, a to wymaga trawersu Małego Kościelca, który jak wiemy 8 lutego 1909 roku, stał się areną tragicznego zdarzenia. Mieczysław Karłowicz zginął w śnieżnej lawinie – przy obfitym opadzie śniegu, nie ominął zdradliwych stoków Małego Kościelca. Śmierć 33 – letniego kompozytora wstrząsnęła polską opinią publiczną i rozpoczęła debatę nad sensem chodzenia w góry. Dlatego pierwotny plan zakładał ominięcie tego odcinka, jednak po dojściu tutaj oceniłem warunki jako dobre i postanowiłem przejść tak jak prowadzi szlak letni.

Docieram nad staw i przede mną otwiera się jeden z bardziej malowniczych widoków na Tatry. Przez Czarny Staw Gąsienicowy, który o tej porze jest oczywiście skuty grubą taflą lodu i przykryty warstwą śniegu biegnie istna „autostrada” na jego drugą stronę. Kieruję się tędy i ja. Chodzenie zgodnie ze szlakiem po lewej stronie mija się z sensem. Oczywiście pod koniec marca czy w kwietniu, wejście na taflę każdego stawu tatrzańskiego, musi być naszą świadomą i odpowiedzialną decyzją. Nieraz ludzie popełniają błąd, widząc czyjś ślad bezmyślnie nim podążają. Przestrzegam przed takim nieprzemyślanym i pozbawionym wyobraźni działaniem. Może się okazać, że sami powielamy czyjś błąd, który może i nas zaprowadzić do pułapki.


Po przekroczeniu tafli stawu, mijam tzw. „Laboratorium”, miejsce szkoleń taternickich. Moja trasa prowadzi dnem żlebu. I tutaj często spotkamy się z mocnym oblodzeniem. W mojej ocenie tutaj zaczyna się wysokogórski etap dzisiejszej wycieczki. Podejście z nartami przypiętymi do plecaka, w rakach i z kijkami, odejmie nam dużo ewentualnego stresu, np. problemów ze zrobieniem zakosu, a w najgorszym wypadku zgubienie narty, czy niebezpieczne osunięcie. Osiągam Kocioł Zmarzłego Stawu. Podchodzę dnem żlebu, w którym jest na tyle stromo i twardo że muszę podchodzić w rakach.

Tutaj już wybitnie wysokogórskie otoczenie z górującymi szczytami Orlej Perci, czy Zawratowym Żlebem „zapisanym” serią skiturowych zakosów oraz śladami zjazdów, nie pozostawia mnie obojętnymi na swoje piękno. Serią kilkunastu zakosów wchodzę do Koziej Dolinki. Tutaj odpinam narty i przysiadam na chwilkę by podziwiać tą wspaniałą panoramę.

Z Koziej Dolinki, kieruję się w stronę Zadniego Granatu. Przede mną najbardziej mozolne i najtrudniejsze podejście. Zielony szlak jest niewidoczny, ale to w jego pobliżu muszę się przemieszczać. Idę na fokach robiąc serię zakosów, trzymając się lewej strony stoku, który tworzy ogromne pole kumulujące śnieg. Przed wejściem w ten teren, trzeba być absolutnie pewnym, że teren nad nami „puszcza”. W tym miejscu zaczynam wyjątkowo mocno odczuwać pokorę wobec gór, kontroluję co dzieje się w moim otoczeniu bo nie chciałbym osiągnąć dna Koziej Dolinki będąc częścią lawiny.
Idę nadal zakosami trzymając się zachodniego grzbietu. Docierając w podszczytowe partie stoku okazuje się że jest twardo i stromo, muszę por raz drugi założyć dzisiaj raki, jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów i jestem na Zadnim Granacie.

Idąc pod górę planowałem dłuższy czas posiedzieć na szczycie, wygrzewając się w słońcu podziwiać roztaczającą się z tego miejsca fantastyczną panoramę. Można z tego miejsca spojrzeć na drugą stronę do Dolinki Buczynowej, Doliny Pięciu Stawów. Otwiera się wręcz gigantyczny wachlarz słowackich Tatr Wysokich oraz Tatr Bielskich. Oryginalne widoki na Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zamarłą Turnię, Mały Kozi Wierch i na całą wschodnią wystawę Kościelców. Takie widoki pozostają niezapomnianym przeżyciem.


Niestety słońce operuje bardzo mocno zamieniając śnieg w ciężką breję która może w każdej chwili zjechać ze stoku. Szybko robię parę zdjęć i szykuję się do zjazdu.

Wiem już że zjazd będzie problematyczny nie tylko ze względu na zagrożenie jakie powstało w wyniku ciężkiego i mokrego śniegu ale przede wszystkim z powodu uciskających butów. Postanawiam że w przyszłym sezonie zainwestuję w własne skiturowe obuwie, wtedy wypożyczę narty i foki ale będę miał własne wygodne nie uciskające kapcie.

Przede mną jeden z piękniejszych i dłuższych zjazdów w polskich Tatrach. Zjeżdżam stokami o południowej i południowo- zachodniej wystawie, co jest rzadkością po polskiej stronie Tatr, później czeka mnie zjazd wąskim „gardłem” między Zmarzłym a Czarnym Stawem, przypuszczam że sprawi mi ogromną radość i pozwali wykazać się umiejętnościami zjazdowymi.

Ruszam w dół. Najpierw stromy odcinek do Koziej Dolinki który pokonuję z kilkoma przystankami. Później przyjemnie nachylonym zboczem (ok. 20 stopni) w przepięknym otoczeniu oraz bezpiecznym terenie zjeżdżam do Zamarzłego Stawu. W takich warunkach ten zjazd mógłby trwać w nieskończoność.

Poniżej stawu wykorzystując krawędzie nart serią odskoków pokonuję stromy odcinek, a później znów długa trasa do Czarnego Stawu. Po twardym ,,blacie” stawu w kilka minut jestem na jego morenie, zostawiam za sobą po z lewej stronie przełęcz Karb, po prawej lawiniaste zbocza Żółtej Turni szybko pokonuję odcinek trawersu pod Małym Kościelcem przez Las Gąsienicowy i idę do wyciągu na Kasprowy Wierch

Planowałem zjazd z Gąsienicowej do Kuźnic starą nartostradą jednak ze względu na uwierające buty zdecydowałem się na wjazd na Kasprowy. Mimo bolących stóp odczuwam kawał satysfakcji po tej pięknej skiturowej trasie.