
Via Ferrata Francesco Berti łączy biwak Slataper ze schroniskiem Vandelli. Trasa składa się z trzech różniących się charakterem części. Najtrudniejszy fragment zaczyna się parę minut od biwaku na Forcella del Biwacco a kończy na półce z widokami Cengia del Banco. Droga ma alpejski rozmach, odcinki wspinaczkowe prowadzą w trudnym, eksponowanym terenie. Najdłuższy i najbardziej wytężający fragment pętli wokół masywu Sorapiss.
Noc spędzamy w biwaku Slataper. Kładłem się spać z myślą że w całym masywie Sorapiss jest tylko nasza ekipa. Jakież to wspaniałe uczucie wiedzieć że jesteśmy tutaj tylko my i góry.
Następny dzień wita nas wspaniałym wschodem słońca, po wczorajszej burzy nie ma już śladów. Wychodzimy z ciepłych śpiworów aby podziwiać otaczającą nas panoramę. Kiedy już napełniliśmy ducha pięknymi widokami nadszedł czas aby nasycić ciało. Przyrządzamy śniadanie, sprzątamy po sobie kapsułę biwakową i ruszamy w dalszą drogę.

śniadanie w takiej scenerii nadaje energii na cały dzień

opuszczamy biwak
Po przejściu łagodnej i nietrudnej Sentiero Minazio którą przeszliśmy wczoraj (czytaj tutaj) , ferrata Berti już od początku robi na nas duże wrażenie – dziesięć minut za Bivacco Slataper, na przełęczy Forcella del Bivacco (2670 m), zaczyna się bardzo eksponowany trawers wąską półką poprowadzoną ponad pionowymi ścianami. Odcinek ten dostarcza nam dużo emocji.

Forcella del Bivacco (2670 m)
Następnie rozpoczynamy efektowne zejście na dno kotła – jest to najciekawsza wspinaczkowo część trasy Berti. Najpierw po drabinach, a później po dobrze urzeźbionej skale, szybko tracimy wysokość. Asekuracja na tym fragmencie jest bardzo dobra.

dav 



W momencie, gdy skończyły się stalowe liny, przez chwilę zastanawiamy się co dalej , gdyż dalszy przebieg szlaku nie jest jednoznaczny a zalegający śnieg nie ułatwia nam nawigacji i mamy mały problem z dotarciem do dalszej części ferraty. Schodzimy jednak nieco w dół, a następnie skręcamy w prawo i trawersujemy potężną rynnę.

Stąd już wyraźnie widzimy dalszy ciąg szlaku w postaci serii drabin w pionowej ścianie kotła, które wyprowadzają nas skalną półkę Cengia del Banco.
Pierwsza drabina nie była w najlepszym stanie i jej pokonanie wymagało nieco wysiłku, ale dalej jest już znacznie lepiej. Wędrówka półką jest bardzo widokowa, idziemy ok. 1700 m powyżej dna doliny Val Boite.
Po przejściu kilku eksponowanych i wąskich odcinków, ubezpieczenia ferraty zanikają, a dalsza droga prowadzi znacznie już szerszą półką po piargu zalegającym u podnóża potężnych ścian.
Do pokonania była też niezliczona ilość zaśnieżonych żlebów, która zdała się nie mieć końca.😱
Trasa nieco zaczęła się wznosić i wyprowadziła nas na przełęcz, z której otwiorzył się nowy, niesamowity widok na dolinkę Tonde de Sorapiss, którą będziemy schodzić do Lago di Sorapiss. Zejście z przełęczy jest nieco problematyczne, gdyż wiedzie terenem eksponowanym i w większości nie ubezpieczonym liną.
Po przejściu skalnego odcinka, w śniegu, szlak sprowadza nas na dno dolinki. Odtąd zaczyna się łatwa wędrówka aż do schroniska Rif. A. Vandelli. Zaraz po opuszczeniu Tonde de Sorapiss otwiera się wspaniały widok na lodowiec Occidentale, zawieszony wysoko w ponurym kotle.
Dalej, żmudnie w śniegu, później w piargu schodzimy aż do samego Lago di Sorapiss. Łąka, na której kończą się piargi mogła by być fajnym miejscem na biwak, my idziemy dalej w pobliże schroniska.
Około godziny 11.30 meldujemy się w schronisku Vandelli z pod którego wczoraj o 10.20 rozpoczynaliśmy obejście masywu Sorapis, a więc jesteśmy pierwszymi którzy w tym sezonie zrobili to obejście. 😀😀😀
Po krótkim pobycie w schronisku, wypiciu pysznej kawy udajemy się nad Lago di Sorapis gdzie zaplanowaliśmy przygotowanie posiłku i długi odpoczynek. Niestety pogoda nam nie sprzyjała i już po dwóch godzinach leniuchowania musimy się zwijać z powodu burzy.
Podczas naszej wędrówki po masywie nie spotkaliśmy żadnego turysty, nie wliczając w to drogi z Paso Tre Croci – rif. Vandelli – Paso Tre Croci.






















