Pico 2351 m n.p.m.
Korona Europy nr. 20 nasz 20/47
Najwyższy szczyt archipelagu Azorów oraz całej Portugalii – Montanha do Pico 2351m n.p.m. mój 20 szczyt zdobyty do Korony Europy.
Data zdobycia – 25.06.2025
Tym razem, w celu zdobycia kolejnego szczytu należącego do Korony Europy, lądujemy gdzieś pośrodku Atlantyku na małej wyspie Pico leżącej w archipelagu Azorów.
Tutaj do zdobycia mam górę o tej samej nazwie co wyspa – Pico. Liczący sobie 2351 metrów szczyt jest nie tylko najwyższym punktem na Azorach, ale także w całej Portugalii.
Lotnisko na Pico jest niewielkie, komunikacja publiczna raczej nie istnieje. Aby sprawnie poruszać się po wyspie polecamy wynajęcie samochodu. Chociaż niewielką odległość do Madaleny – stolicy wyspy – 11 kilometrów można pokonać taksówką, to już zwiedzanie wyspy jak i dojazd do Casa da Montanha gdzie znajduje się początek szlaku na wulkan wymaga od nas posiadania własnego środka transportu.
Po opuszczeniu terminala spoglądamy na cel naszego przylotu na wyspę – wulkan Pico. Owiany tworzącą się wokół niego chmurą prezentuje się fantastycznie. Nie wiemy jeszcze, że drugi raz zobaczymy go dopiero z pokładu samolotu w dzień wylotu.
Widok Pico z terenu lotniska.
25 czerwca 2025 – niedziela
Swoją wędrówkę na najwyższy szczyt Portugalii rozpoczynam w stolicy wyspy – Madalenie. Jadę główną drogą EN3 która przecina wyspę na pół z której trzeba zjechać po około 12 km i dalej za znakami dojeżdżam do Casa da Montanha, gdzie rozpoczyna się podejście pod wulkan Pico. Pod schroniskiem znajduje się duży bezpłatny parking, na którym jest mnóstwo wolnych miejsc. Wydaje mi się że to głównie za sprawą pogody ale też i pory o której tutaj dotarłem – jest godzina 12.00.
Wejście na szczyt trzeba zarezerwować z wyprzedzeniem, są dwie opcje rano od 8.00 do 12.00 lub od 12.00 do 18.00 Ja wybrałem opcję późniejszą jak się okaże było to słuszne posunięcie bo na szczyt wchodziłem samotnie a już na samym wierzchołku miałem towarzystwo tylko przez pierwsze pięć minut. Spotkałem tutaj parę niemieckich turystów którzy krótko po moim wejściu zaczęli schodzić w dół a ja miałem szczyt na wyłączność.
Po zaparkowaniu auta i przebraniu ruszam w stronę schroniska, w środku jest mały bufet oraz dyżurka ratowników u których trzeba zarejestrować wyjście po uprzednim okazaniu rezerwacji której koszt to 25 euro. W tej cenie każdy turysta otrzymuje odbiornik GPS, dzięki któremu w każdej chwili można go zlokalizować, a w razie wypadku na szlaku nie zostanie obciążony kosztami służb ratowniczych, których funkcję sprawują miejscowi strażacy. Co innego, gdyby coś przydarzyło nam się z dala od szlaku. Na trasie znajdują się też trzy kamery, które rejestrują turystów wędrujących na Pico. Po wypełnieniu dokumentów i sprawdzeniu przez personel czy mam następujące obowiązkowe wyposażenie:
- buty turystyczne
- wystarczająca ilość wody (co najmniej 3 litry na osobę) – uwierzcie mi na słowo 3 l przyda się na pewno
- odzież turystyczną w szczególności kurtkę przeciwdeszczową
ruszam w drogę.
Kiedy już miałem wychodzić z budynku ratownik rejestrujący moje wyjście upewnia się czy aby na pewno chcę wychodzić w taką pogodę i pokazuje mi widok z kamery w kraterze gdzie nie widać nic poza mgłą.
Postanawiam jednak podjąć ryzyko i o godzinie 12.15 wychodzę na szlak który oznaczony jest 48 ponumerowanymi słupkami. Podchodzę we mgle gdyż góra o której jeszcze na początku tego roku nie śmiałem marzyć za sprawą mojej żony która poświęciła mnóstwo czasu aby ten wyjazd zrealizować a szczyt stał się realny do zdobycia w tej chwili pogrążona jest w chmurach.
trasę
Już od samego początku droga jest dość wymagająca. Pierwsze 30 minut do jaskini Abrigo jest strome, ale na dosyć wygodnej ścieżce za to już od znacznika numer 6 ścieżka zamienia się w ciągłą stromą wspinaczkę, a pomiędzy poszczególnymi znacznikami niejednokrotnie znajduje się kilka ścieżek, ale wszystkie są jednakowo wymagające. Piękne, egzotyczne dla mnie rośliny, rosnące na żyznych, wulkanicznych glebach wraz ze zwiększaniem wysokości zanikają odsłaniając pola zastygłej lawy. Po drodze spotykam kilku schodzących turystów którzy informują mnie o warunkach jakie panują na górze i o tym że mój wysiłek nie zostanie wynagrodzony jakimkolwiek widokiem.
Około 2000 m n.p.m. kończy się pułap chmury i moim oczom ukazuje się błękit nieba. Niestety, nie mogę liczyć na żadne widoki, wokół mnie rozpościera się biała pierzyna chmur.
Tak docieram do słupka nr 36 – tutaj szlak rozgałęzia się na dwie drogi oczywiście obiema można dojść na brzeg potężnej kaldery. Ja wybieram wariant biegnący górą dolną ścieżkę pozostawiając sobie na powrót.
W końcu jestem w kraterze z tego miejsca mam jeszcze w pionie siedemdziesiąt metrów wspinaczki na stożek wulkaniczny wieńczący tę niesamowitą górę. Najwyższy punkt góry to „Piquinho”. Z tego miejsca wędrówka na szczyt jest jeszcze bardziej stroma niż wcześniejsza dwugodzinna wspinaczka z Casa da Montanha.
Tuż poniżej wierzchołka w małym kominku natrafiam na ciepłe wyziewy z głębi ziemi, chociaż ostatnia erupcja Pico miała miejsce w grudniu 1720 roku tutaj ma się wrażenie ze ten wulkan nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Kiedy mijam to miejsce moim oczom ukazuje się wierzchołek najwyższej góry Portugalii – stratowulkanu Montanha do Pico. Na szczycie staję o godzinie 14.36 i tym samym po 2 godzinach i 21 minutach zdobywam 19 szczyt KORONY EUROPY.
Po ponad półgodzinnym pobycie na szczycie ruszam w drogę powrotną. Stromym zboczem Piquinho schodzę do krateru. Tutaj wybieram drugi wariant szlaku który doprowadzi mnie do znacznika nr 36 aby połączyć się ze szlakiem którym wchodziłem do kaldery. Zejście ze szczytu zawsze wydaje się być gorsze, tutaj nie tylko wydaje się ale na 100% takie jest – a schodziłem już z niejednej góry.





Mijając wysokość 1900 m n.p.m. żegnam się z błękitnym niebem oraz słońcem i wchodzę w chmury. Do tej pory jedynym moim zmartwieniem było to aby nie pośliznąć się na wulkanicznym piasku, a teraz dochodzi wypatrywanie szlaku i kolejnych znaczników w coraz gęściejszych chmurach. Jednak podekscytowany zdobyciem tej góry jak i miejscem w którym się znajduję droga szybko mija i o 17.30 melduję się z powrotem Casa da Montanha. Wejście, zejście oraz 40 minutowy pobyt na szczycie zajęło mi 5 godzin i 15 minut. Tutaj oddaję nadajnik GPS oraz otrzymuję certyfikat zdobycia szczytu.
Film z wejścia na szczyt można zobaczyć tutaj
