Kieżmarski Szczyt

Wielka Korona Tatr
6.Kieżmarski Szczyt/Kežmarský štít
2558 m n.p.m. /8392 ft

mój szczyt WKT nr 6

Celem naszej dzisiejszej wyprawy jest kolejny szczyt do Wielkiej Korony Tatr – Kieżmarski Szczyt 2558 m.


Nazwa szczytu pochodzi od spiskiego miasta Kieżmark. Dawniej nazywano go też Huncowskim Szczytem. Polska nazwa Wirch Kiezmarski pojawiła się w druku w 1845 r., podał ją Ludwik Pietrusiński.

Kieżmarski Szczyt był jednym z pierwszych wysokich szczytów tatrzańskich, na który wchodzono. Pierwsze wejścia nie są dokładnie odnotowane, być może, że pierwszymi zdobywcami szczytu byli koziarze polujący na kozice. Wiadomo, że szczyt był odwiedzany już na początku XVII wieku. W czerwcu 1615 r. na szczycie był David Frölich (uczeń liceum w Kieżmarku, późniejszy matematyk) ze szkolnymi kolegami i być może przewodnikiem. Kolejne wejście miało miejsce w czerwcu 1654 r. i należało do Daniela Speera, znanego jako Simplicissimus, oraz czterech innych studentów i przewodnika Gärtnera. Wiadomo też, że w północnych stokach Kieżmarskiego Szczytu prowadzono prace górnicze w XVIII wieku. Po pierwszych wejściach nastąpiła przerwa, która trwała do połowy XIX wieku. Z okresu późniejszego pierwsze znane jest wejście botanika Eustachego Wołoszczaka 9 sierpnia 1858 r. Zimą pierwsi na szczycie byli Günter Oskar Dyhrenfurth i Alfred Martin 8 marca 1906. Ważnym osiągnięciem taternictwa było dokonane przez Wincentego Birkenmajera i Kazimierza Dorawskiego pierwsze przejście południowej ściany (jej dolną część pokonali najpierw środkiem, a potem filarem).


Dziś wędrujemy w dwuosobowym składzie tzn. ja oraz Robert. Plan mamy dosyć ambitny – Kieżmarski Szczyt nocleg w Chacie przy Zielonym Stawie i jutro Baranie Rogi oczywiście jeśli pogoda pozwoli.

Samochód parkujemy w Starym Smokowcu (tutaj jutro planujemy zejść) udajemy się na stację elektriczki aby dostać się do Tatrzańskiej Łomnicy skąd wyruszymy na szlak. Pierwszy problem dnia dzisiejszego mamy już podczas próby kupna biletu, automat w którym można go zakupić nie akceptuje kart płatniczych – tylko gotówka i tylko bilon!!! Dobrze że na tej stacji jest kasa czekamy do jej otwarcia i kupujemy bilety w kasie, czekamy jeszcze kilkanaście minut na pociąg i jedziemy do punktu startowego.

Ze stacji elektriczki w Tatrzańskiej Łomnicy udajemy się w stronę kolejki na Lomnicki Szczyt, niebieskim szlakiem ruszamy wzdłuż wyciągu. Po przejściu ok 1,5 km niebieskie znaki skręcają w lewo, my natomiast idziemy nadal prosto nieznakowaną ścieżką do stacji wyciągu o nazwie ,,Start” tutaj wchodzimy na zielony szlak którym pniemy się nadal w górę aż docieramy na Rázcestie pri Skalnatej chate z tego miejsca jeszcze 200m i jesteśmy w Schronisku Łomnickim. Postanawiamy zrobić postój na śniadanie no i oczywiście na słowackiego browara 🍻.

podejście wzdłuż wyciągu
zielony szlak w stronę magistrali
skrzyżowanie szlaków zielonego i magistrali tatrzańskiej

Historia schroniska sięga XIX wieku. Przed powstaniem pierwszego schroniska, turyści i taternicy nocowali w kolebie pod wysuniętym głazem. W 1841 roku osłonięto ją kamiennym murem – na polecenie czterech turystów z Niemiec, wśród nich był Carl Lohmeyer, autor pierwszego, drukowanego przewodnika po Tatrach – był to zalążek schroniska. W późniejszych latach dobudowano ścianę z oknami i drzwiami, a w 1914 roku osiągnęła pełną formę małej chatki. Koliba znajduje się przed wejściem do obecnego budynku.
W 1935 roku po rozbudowie obiekt stał się małym schroniskiem znanym jako Skalnatá chata (Łomnickie Schronisko). W 1972 roku działalność schroniska została zawieszona ze względów sanitarnych, do czasu aż w 1984 roku opiekę nad nieużytkowaną chatą przejął TANAP, przeprowadzając kolejne, liczne renowacje.

za Pelasiem Koliba

Schronisko Łomnickie prowadzone było przez znanego nosicza Laco Kulangę, do którego należy niedościgniony rekord – wniósł do Schroniska Zamkowskiego (Zamkovského Chata) ładunek o masie 207 kg, zaś w sumie, przez kilkanaście lat swojej kariery, wniósł do różnych schronisk ponad 1000 ton ładunków.

Pod Skalnatą Chatą

Po dłuższej przerwie ruszamy na szlak. Wchodzimy z powrotem na Magistralę i kierujemy się na północ, w stronę Skalnatego Plesa i dalej ku Rakuskiej Przełęczy ale zanim na nią dotrzemy to na wysokości Huncovskiej Doliny zejdziemy z czerwono znakowanej trasy w stronę Kieżmarskiego Szczytu.

W okolicy Łomnickiego Stawu mijamy jeszcze mnóstwo infrastruktury turystycznej psującej górski klimat, między innymi wyciągi narciarskie oraz słynną gondolę wjeżdżającą na Łomnicę. Sami uwielbiamy szusować na nartach więc rozumiemy zapotrzebowanie na tego typu ośrodki i zamiast rozpaczać nad zadeptaniem i rozjeżdżaniem tego miejsca przez narciarzy posuwamy się do przodu. Mijamy Skalnate Pleso , po lewej powinniśmy mieć widok na Łomnicę niestety widzimy tylko ginące w chmurach liny wyciągu.

Po kamiennym chodniku zaczynamy szybko nabierać wysokości. Ścieżka prowadzi po południowo-wschodnim zboczu Huncowskiego Szczytu po pewnym czasie staje się płaska  i przez ponad kilometr idziemy prawie poziomo. Przed nami widać Rakuską Przełęcz oraz położoną na prawo od niej Rakuską Czubę.

Po obejściu zbocza Huncowskiego Szczytu, schodzimy do Doliny Huncowskiej. Tędy prowadzi nasza droga do najwyższego punktu dzisiejszej wycieczki. Moment zejścia ze szlaku nie jest zbyt wyraźnie oznaczony. Dostrzegamy ledwo widoczną ścieżkę, schodzimy na nią i zagłębiamy się w dolinę kierując się w stronę żlebu opadającego z Huncowskiej Przełęczy a pojawiające się kopczyki potwierdzają że to dobry wariant. Pewni siebie i tego że idziemy dobrą trasą gubimy gdzieś kopczyki. Dodatkowo sugerując się osobami idącymi gdzieś daleko przed nami zbaczamy z trasy. Zanim zorientowaliśmy się że idziemy nie tak jak trzeba pokonujemy już kilkaset metrów i szkoda nam zdobytej wysokości więc zamiast się cofać odbijamy w prawo przechodzimy po skałkach i wbijamy się we właściwy żleb.

Teren staje się coraz bardziej stromy więc tempo marszu spada, oprócz tego pojawia się największa trudność tego żlebu – ogromna ilość uciekającego spod nóg piargu. Jest krucho i trzeba bardzo uważać, by nie stracić równowagi i polecieć parę metrów w dół.

W niedalekiej odległości od przełęczy droga lekko zakręca w lewo, oraz zwiększa się nachylenie mimo tego teren wciąż jest łatwy. Mimo że trudności techniczne na tym odcinku są niewielkie, niewymagające korzystania z rąk podczas podejścia to wszechobecna kruszyzna wymaga od nas mnóstwo skupienia.

Na końcu tego podejścia kamieni jest mniej, skała staje się bardziej lita poprzerastana trawkami. Kilka minut później wychodzimy na przełęcz z widokiem na Kieżmarski oraz Huncowski Szczyt. Dalszą panoramę niestety przysłaniają nam chmury. Na przełęcz można się dostać również żlebem od Doliny Łomnickiej.

Na przełęczy robimy dłuższą przerwę i ruszamy w stronę Wyżniej Kieżmarskiej Przełęczy. Idąc staramy się wyszukiwać dogodne warianty przejścia kolejnych odcinków. Od czasu do czasu trafiamy na wyraźną ścieżkę z kopczykami czasami kombinujemy sami jak iść dalej. Droga na przełęcz jest dość jednorodna i brak na niej charakterystycznych punktów. Nie znaczy że orientacja jest trudna – wariantów jest dość dużo, a trzymanie się kopczyków nie powinno nikomu przysporzyć problemów.

Po ok 50 minutach docieramy na niewielką przełęcz położoną pomiędzy Kieżmarskim Szczytem a Małym Kieżmarskim Szczytem. Ten drugi położony jest bardzo blisko siodełka, wejdziemy tam w drodze powrotnej. Skręcamy w lewo i ruszamy na zdobycie naszego głównego celu dnia dzisiejszego. Obchodzimy grań z lewej strony. Szlak jest oczywisty czasem są kopczyki, czasem trafiamy na wydeptaną ścieżkę.

Ścieżka z czasem robi się bardziej stroma, ale trudności nie wzrastają. Po paru minutach docieramy na skalisty, trochę eksponowany wierzchołek. Grań rozgałęzia się na dwie strony, podchodzimy jeszcze kawałek w stronę Łomnickiego Szczytu. Schodzimy porę metrów w dół, tutaj musimy obejść głaz znajdujący się w dość eksponowanym miejscu później wchodzimy z powrotem na grań i po kilku chwilach jesteśmy na szczycie. Zdobywam kolejny szósty szczyt Wielkiej Korony Tatr – Kieżmarski Szczyt 2558 m n.p.m. /8392 ft 😁.

Kieżmarski Szczyt

Na wierzchołku jest już jeden pięcioosobowy zespół, ale miejsca wystarcza dla wszystkich. Na szczycie siedzimy dosyć długo czekając na jakiekolwiek widoki. Niestety chmury przysłaniają wszystko, na moment tylko pozwalają nam nacieszyć oczy Granią Wideł oraz Łomnicą. Pauza dosyć się przeciągnęła, robienie zdjęć, jedzenie oraz rozmowa z będącą na szczycie ekipą zajęły nam ponad godzinę.

Grań Wideł
Łomnicki Szczyt

Uznajemy w końcu że nadszedł czas aby udać się w drogę powrotną. Ruszamy w stronę postrzępionej grani, później po skałkach i trawkach w stronę Wyżniej Kieżmarskiej Przełęczy. W tym miejscu odbijamy w lewo aby wejść na Mały Kieżmarski Szczyt. Idziemy w górę po stromych, nie sprawiających problemów skałkach. Wkrótce stoimy już na wierzchołku, spędzamy tutaj tylko chwilkę. Chmur przybywa, a widoki podobne jak na wcześniejszym wierzchołku. Schodzimy znów na Wyżnią Kieżmarską Przełęcz, a z niej na Huńcowską Przełęcz drogą podejścia.

Na przełęczy skręcamy w lewo i zaczynamy zejście jakże nieprzyjemnym i kruchym żlebem. Schodząc zachowujemy od siebie dosyć duże odstępy. Droga w dół ciągnie się i męczy. Zbocze jednak w końcu łagodnieje, a kamienie stają trochę pewniejsze. Odbijamy w prawo i kierujemy swoje kroki w stronę dna doliny. Teraz musimy się dostać z powrotem na Magistralę aby przejść nią do Chaty nad Zielonym Stawem. Chcąc skrócić sobie drogę nie idziemy dnem doliny tylko jej lewym zboczem i pakujemy się w spore głazowisko. Po wejściu na czerwony szlak postanawiamy trochę odsapnąć aby nabrać sił przed wejściem na Rakuski Przechód (Sedlo pod Svišťovkou).

widok na rumowisko skalne, oraz przebytą trasę

Czeka nas teraz podejście zakosami na Rakuski Przechód, a następnie schodzimy stromym zboczem licznymi zakosami w dół. Niektóre fragmenty szlaku ubezpieczone są łańcuchami. Mijamy Czarny Staw Kieżmarski i wśród kosodrzewin i docieramy do Zielonego Stawu Kieżmarskiego gdzie spędzimy dzisiejszą noc.

zejście do Zielonego Stawu Kieżmarskiego
Chata nad Zielonym Stawem Kieżmarskim