16 czerwca 2019 r, niedziela
Masyw Cristallo przekraczający wysokość 3000 m n.p.m. położony tuż nad Cortiną d’Ampezzo oferuje wspaniałe widoki i możliwość zmierzenia się z graniową wspinaczką dwoma ferratami. Pierwsza, imienia Marino Bianchi, dość trudna wspinaczkowo (C/D) prowadzi w kierunku płd.-wsch. na szczyt Cristallo di Mezzo (2932 m). Druga imienia Ivano Dibona poprowadzona jest granią w kierunku zachodnim. Jest łatwiejsza technicznie (B) za to znacznie dłuższa. Obie trasy są bardzo widokowe i urozmaicone. Najbardziej znaną atrakcją jest 27 metrowej długości wiszący most, który „zagrał” w filmie „Na krawędzi”. Dodatkowo, co chwilę, znajdujemy fragmenty fortyfikacji z I Wojny Światowej. Przejście obydwu ferrat w jeden dzień jest mało realne my na dzisiaj planujemy Ivano Dibona.
Miało być łatwo, lekko z pięknymi widokami. Niestety tyle teorii w praktyce wyszło zupełnie inaczej – pozostały jedynie widoki, a łatwo nie było.
Dzień wcześniej padł nam akumulator, a z powodu weekendu nowego jeszcze nie kupiliśmy więc aby nie rezygnować z dzisiejszych planów decydujemy się na taksówkę. Rano pobudka, udajemy się na postój i pędzimy. Plan zakładał że skrócimy sobie drogę i wjedziemy wyciągiem Rio Gere – Son Forca, jednak jak się okazało czynny jest jedynie w sezonie. Zaś jak już chyba wszyscy udający się w ten rejon wiedzą wyciąg na przełęcz Forcella Staunies został zamknięty. Tak więc maszerujemy od samego początku trasy. Rozpoczynamy od przełęczy Tre Croci 1809 m n.p.m.
Z przełęczy Tre Croci wchodzimy na wąską, początkowo utwardzoną drogę. Asfalt szybko się kończy, a my mijamy szlaban i idziemy polną drogą, prowadzącą przez las. Wychodząc z lasu, po lewej stronie mamy trasę narciarską Rio Grande, którą kontynuujemy przez pewien czas naszą wędrówkę, by po chwili odbić w prawo. Ścieżka wspina się trochę bardziej stromo i pojawiają się piękne widoki na okoliczne szczyty.
Dochodzimy do Rifugio San Forca 2215 m n.p.m. Na górze lokalizujemy nieczynny wyciąg, którym (gdyby działał) moglibyśmy pokonać kolejne 717 m przewyższenia. Kiedyś wisiały tutaj kolorowe kubełki które skończyły zapewne jako żyletki, teraz pozostały już tylko sterczące niebieskie słupy.

parę lat temu można było dostać się tutaj wyciągiem 
obecnie trzeba na własnych nogach
Pod słupami widzimy długi i stromy żleb całkowicie zasypany śniegiem. W żlebie żadnych ludzi idących w górę…jak do tej pory nie spotkaliśmy nikogo na szlaku – jesteśmy sami. Nie braliśmy pod uwagę wchodzenia na Forcella Staunies w takim śniegu, krótka narada – jednak ferrata Ivano Dibona korci – więc ruszamy górę.

narada… 
…ocena żlebu… 
… i w górę… 
Brnąc w śniegu pod górę zastanawiamy się co będzie już na samej ferracie skoro tutaj takie warunki. Kiedy po raz kolejny spoglądam w dół na przebytą trasę dostrzegam jeszcze dwie osoby które startują z dołu w kierunku górnej stacji wyciągu. W końcu docieramy na przełęcz Forcella Stounies droga wydawała się nie mieć końca szliśmy od słupa do słupa i tak jedenaście razy, nareszcie jest ten ostatni ponad którym wita nas Rifugio Lorenzi. Obecnie schronisko jest zamknięte z powodu „uśmiercenia” wyciągu straciło rację bytu. Teraz zamiast setek ludzi dociera tutaj maksymalnie kilkadziesiąt osób dziennie. Dla nas to akurat dobrze, bo nie lubimy tłumów w górach. Kiedy odpoczywamy próbujemy wypatrzeć ludzi którzy rozpoczęli podejście za nami. Dostrzegamy ich jednakże nie idą w górę ale w dół – zrezygnowali.
Schronisko Lorenzi jest nieczynne, ale znajduje się tutaj miejsce na nocleg tzw. winter raum.
Odpoczynek w tak pięknym otoczeniu dobrze nas regeneruje. Ruszamy dalej! Wchodzimy po metalowych schodkach, mijając tablicę poświęconą patronowi ferraty.
Ruszamy w dalszą drogę, wejście na ferratę odbywa się za pomocą metalowych schodków my na ich końcu dochodzimy do dużej zaspy śnieżnej którą musimy pokonać. Wchodzimy na grań widoki przecudne, ale okazuje się że liny do asekuracji znajdują się pod śniegiem.

widoki wspaniałe… 
… ale liny pod śniegiem
Próbujemy je wyrwać z pod grubej warstwy śniegu, ale nie daje to zadowalających efektów.Burza mózgów postanawiamy dojść chociaż do mostu linowego.
Ze względu na zasypany szlak Pelaś decyduje się na przejście wprost w górę po skałach na żywca.
Dochodzimy do tunelu którym dostajemy na słynny wiszący mostek.
W tym miejscu postanawiamy że mimo niesprzyjających warunków idziemy dalej.Wspinamy się drabinką na grań gdzie znów zastajemy sztuczne ułatwienia pod śniegiem.
Cała nasza trasa to na przemian warunki dobre i złe, ale nie poddajemy się i brniemy do przodu pokonując zaśnieżone żleby oraz bardzo przyjemne fragmenty drogi.

dav 


Nasze morale zaczyna opadać gdy pogoda zaczyna płatać figle tzn. zrywa się wiatr i pojawiają się pierwsze opady deszczu. W pewny momencie pojawia się nawet pomysł aby biwakować na szlaku. Wybieramy nawet miejsce noclegu ale gdy tam docieramy okazuje się że wnętrze schronu zasypane jest całkowicie śniegiem.


dav
Pogoda nieco się poprawiła więc ruszamy dalej,w śniegu ale już coraz częściej pojawiają się odcinki na których nasza droga przypomina trasę letnią.
Dobijamy do końca ferraty i rozpoczynamy zejście do doliny. nasze postanowienie to przyjechać tutaj jeszcze raz i przejść tą samą trasę w warunkach letnich chociaż jesteśmy świadomi tego że będzie tutaj tłumy ludzi. Dzisiaj oprócz dwóch osób które próbowały wejść na przełęcz Forcella Staunies nie spotkaliśmy nikogo, a więc można powiedzieć przetarliśmy szlak !!!
Ostatnie spojrzenie w stronę przebytej trasy i idziemy na przełęcz Tre Croci, skąd wracamy do Cortiny.


























