Późnym latem w Tatrach – Kozia Przeł.

Jak wszyscy wiemy rok 2020 był rokiem zwariowanym zamykano nas w kwarantannach, zamykano hotele, granice. Z tego powodu straciliśmy możliwość wyjazdu w Dolomity więc postanowiliśmy zrobić krótki wypad w Tatry. Plan zakładał spędzenie czterech dni w górach.

Dzień I – Palenica Białczańska – Rusinowa Polana – Gęsia Szyja – Kozia Przełęcz – DPSP

Dzień II – DPSP – Zawrat – Orla Perć – DPSP

Dzień III – DPSP – Szpiglasowy Wierch – przejście Szpiglasową Granią – Wrota Chałubińskiego – Morskie Oko – Świstowa Czuba – DPSP

Dzień IV – DPSP – Dol. Roztoki – Palenica Białczańska

Spakowaliśmy plecaki , sprzęt biwakowy i dalej w drogę.

Naszą wędrówkę postanowiliśmy rozpocząć od Palenicy Białczańskiej przez Gęsią Szyję, Murowaniec, Kozią Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Dojeżdżamy na parking wczesnym rankiem i po śniadaniu ruszamy w drogę. Parking oraz wstęp do TPN opłacone online więc pewnym krokiem zmierzamy do kasy, aby pochwalić się już zakupionym biletem i jakież moje rozczarowanie, gdy okazuje się ze oczywiście bilety zakupiłem tylko na dzień później, ale Pani w kasie machnęła ręką i życzyła udanego dnia 😜 oczywiście jak zawsze moje roztargnienie zostało skomentowane przez Wilusia, a wierzcie mi sprawia mu to dużo satysfakcji. Po przejściu kasy biletowej TPN widzimy drogowskaz i idziemy niebieskim szlakiem w kierunku Rusinowej Polany. Wędrówka powinna nam zająć ok godziny.

Trasa wiedzie przez las łatwą ubitą ścieżką aż dochodzimy do schodków które prowadzą nas już do samej Polany. Wchodzimy w gęsty las. Droga nie jest jakoś specjalnie trudna, lecz trochę denerwująca ze względu na to, że trzeba pokonywać stopnie a można by iść normalną ścieżką, no cóż nic na to nie poradzimy w końcu jakoś musimy dostać się na wysokość 1489 m n.p.m. na jakiej znajduje się Gęsia Szyja. 

Docieramy do skrzyżowania czarnego i niebieskiego szlaku. Czarnym szlakiem można pójść Doliną Waksmudzką w kierunku szlaku czerwonego, my dalej idziemy niebieskim. Przed nami ostatnie metry na Rusinową Polanę. Po kilku minutach naszym oczom ukazują się rozległe panoramy i cała polana. Widoczność jest jeszcze niezła. Możemy podziwiać większość tatrzańskich szczytów. Na środku polany znajdują się drewniane stoły i ławy przy których można usiąść, zjeść i podziwiać widoki jest również bacówka gdzie można zakupić oscypki, podobno jedne z najlepszych w Tatrach oczywiście o tej porze nieczynna.

Aby wejść na Gęsią Szyję skręcamy w stronę wzniesienia za zielonymi znakami. Droga na szczyt jest względnie stroma, nadal prowadzi po schodach. Początkowo idziemy jakieś 15 minut pozbawionym drzew zboczem. Trasa dwa razy staje się płaska: pierwszy raz chwilę po wejściu do lasu, drugi niedaleko wierzchołka. Wchodzimy na Gęsią Szyję, pogoda zaczyna się psuć, a przed nami jeszcze kawał drogi.

Schodząc z Gęsiej Szyi pokonujemy niewielkie formacje skalne, później wędrujemy leśną ścieżką aby zameldować się na Równi Waksmundzkiej.

Znowu wchodzimy do lasu, dróżka nie wznosi się ani nie opada znacząco. Dopiero tuż przed Polaną Pańszczycy musimy najpierw trochę podejść pod górę, a chwilę później zejść. Wychodzimy na czarny szlak, który zaprowadzi nas przez kosodrzewinę do żółtego (odcinek dojściowy). Idziemy pod górę, niekiedy musimy przedzierać się przez gąszcza po kilkunastu minutach stajemy na krzyżówce, kierujemy się na prawo na Halę Gąsienicową. Czeka nas podejście przez północne zbocza Żółtej Turni. Pogoda już nas nie oszczędza rozpadało się na dobre więc jak najszybciej chcemy dojść do schroniska. Wkrótce dróżka przecina Pańszczycki Żleb (pokonujemy kilka łatwych skalnych urozmaiceń trasy). Niebawem wkraczamy do Lasu Gąsienicowego, po czym szybko łączymy się z zielonym szlakiem i po kilkunastu minutach jesteśmy w Murowanicu gdzie postanawiamy coś zjeść i przeczekać deszcz.

W schronisku spędzamy prawie godzinę a poprawy pogody nie widać więc postanawiamy ruszać w dalszą drogę. Po wyjściu ze schroniska za około pół godziny dochodzimy do Czarnego Stawu Gąsienicowego. W normalnych warunkach moglibyśmy chwilę odpocząć i podziwiać piękne widoki na Kościelec i grań Orlej Perci. Niestety nic nie widać.

Szlak prowadzi nas wokół stawu po kamieniach i nie sprawia żadnych trudności. Później jednak trasa pnie się w górę lekkimi zakosami, przez co jesteśmy zmuszeni do większego wysiłku. Dochodzimy do skalnej ściany i skręcamy w lewo. Czeka nas teraz krótki fragment niezbyt skomplikowanej wspinaczki skalnym kominkiem. Dalej szlak staję się płaski, gdzieś tutaj powinien rozpoczynać się żółty szlak na Kozią Przełęcz. Odnajdujemy żółty znak, mijamy skalną gardziel i dochodzimy do Zmarzłego Stawu. Teraz podążamy za żółtą strzałką, przed nami do pokonania kolejne formacje skalne – pomocne będzie wsparcie rąk. Niebawem wkraczamy do Koziej Dolinki. Dochodzimy do kolejnego rozdroża. Nasz żółty szlak kieruje się bardziej na prawo.. Wędrujemy skalnym chodnikiem pod górę pośród złomowisk, które szybko zamieniają się w piarżysko, aż wchodzimy na charakterystyczny kamienno-trawiasty teren. Potem przechodzimy przez kilka skalnych komplikacji trawersujemy skalne żebro. Wędrówka zamienia się ponownie w trawers kamiennym chodnikiem, który po kilku minutach doprowadza nas do pierwszych łańcuchów.

Dalej wchodzimy po pochylonych płytach zabezpieczonych łańcuchami. Jest bardzo ślisko. Skręcamy w prawo i wspinamy się do góry, cały czas trzymając łańcuch. Jeszcze kilka śliskich skał i wchodzimy na bezpieczną drogę.

Za łańcuchami podchodzimy typową ścieżką – dużo piachu i żwiru. Po kilku minutach dochodzimy do skalnej ściany, gdzie czeka nas ostateczne podejście na przełęcz przy pomocy ciągu łańcuchów. Wejście zaczynamy od wąskiego koryta, dalej przechodzimy na prawą stronę, wchodzimy po coraz większych głazach. Po chwili przechodzimy przez skalną rynnę na lewą stronę. Ostatni odcinek bardzo wąski. Idziemy między Zamarłą Turnią a Kozimi Czubami. Jest trochę mniej stromo niż przed momentem, a blisko przełęczy trudności maleją.

Na przełęczy widoczność spada do prawie trzech metrów, nie pozostaje nic innego jak tylko bardzo ostrożnie zejść w kierunku Pustej Dolinki. Opuszczamy Kozią Przełęcz schodząc po wąskim skalnym gzymsie po kilku minutach w totalnej mgle docieramy do pionowego urwiska. Schodzimy w dół widoczność trochę się poprawia, a my nie możemy się doczekać dojścia do ciepłego schroniska.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.