Nadszedł długo wyczekiwany dzień – wyjazd w Dolomity. Po spakowaniu niezbędnych rzeczy cała nasza trójka załadowała się do samochodu i w drogę do Canazei gdzie mieliśmy zakwaterowanie. Jednakże po całonocnej podróży nie chcieliśmy marnować dnia i wybraliśmy się na naszą pierwszą via ferratę, dla mnie i Wilusia to pierwsza żelazna droga w życiu natomiast Pelas jest w Dolomitach po raz piąty to własnie on zająłsię logistyką całego wyjazdu. Na korzyść tej ferraty przemawiało krótkie podejście i przede wszystkim położenie gwarantujące fantastyczne widoki. Zaparkowaliśmy samochód obok schroniska Rifugio Castiglioni Marmolada nad jeziorem Lago di Fadaia i po posiłku ruszamy w drogę.


Ferrata Delle Trincee poprowadzona została po grani Padon znajdującej się pomiędzy masywami Marmolady i Sella praktycznie w samym sercu Dolomitów. Dlatego też poza widokami na te dwa masywy możemy cieszyć się zdecydowanie szerszą panoramą.
Już samo podejście do początku ferraty dostarczyło nam pięknych widoków na Marmoladę oraz sąsiadujący z nią majestatyczny Gran Vernel. O ile na Gran Vernel prowadzą jedynie drogi wspinaczkowe to na Marmoladę prowadzi ferrata. Jak wygląda wejście na najwyższy szczyt Dolomitów, będziecie mogli przeczytać w następnej relacji.
Podchodzimy pod pionową skałę gdzie rozpoczyna się ferrata podobno tworzą się tutaj często korki, ponieważ ferrata delle Trincee z racji swojego położenia kusi także początkujących adeptów żelaznych dróg, a początkowe trudności wyceniane na D przyprawiają wielu osobom sporo problemów, my jesteśmy tutaj sami.
Rzeczywiście pierwsze metry Delle Trince, które poprowadzone zostały po prawie pionowej ścianie są dosyć trudne. W każdym razie mnie zaskoczyły mimo, że widziałem gdzie leziemy. Z dołu ściana nie wygląda na szczególnie trudną, ale kiedy wepniemy się w stalową linę i ruszymy w górę zobaczymy że jest inaczej. Pelas jest już gdzieś wysoko podczas gdy ja i Wiluś zamiast się wspinać podziwiamy miejsce w którym się znaleźliśmy.

Pelas już wysoko… 
… a my się ociągamy 

jestem pod wrażeniem
Po przejściu ściany i wejściu na grań jest już zdecydowanie łatwiej i przyjemniej.
Raz, że trudności są mniejsze, dwa mamy możliwość podziwiać niesamowite widoki, a tych nie brakuje. Pomimo tego że pogoda nie rozpieszcza, jest chłodno wieje wiatr i posypuje śnieg jesteśmy we wspaniałych nastrojach i pełni uznania dla naszego kierownika wyprawy i szefa logistyki w jednej osobie – Pelasa .
Bujając się po grani Padon natknęliśmy się na mostek zawieszony nad głęboką szczeliną. Powiedziałbym iż jego lata świetności minęły i parę deseczek
nadaje się już do wymiany, ale na szczęście wytrzymał pod naszym ciężarem i obyło się bez lotów i innych atrakcji. Parę minut później osiągamy najwyższy punkt trasy szczyt La Mesola (2727 m npm) po zejściu z niego na szeroką przełęcz ferrata delle Trincee kończy się.
Druga część ferraty nie jest już tak emocjonująca, a widoki są nieco mniej rozległe. Ciekawym urozmaiceniem tego odcinka są jednak przejścia wydrążonymi w skale sztolniami, które stanowią pozostałość linii frontu z czasów I wojny światowej. Najdłuższa ze sztolni ma ok. 300 m! Po wyjściu ze sztolni dotarliśmy do schronu Bontadini, który zlokalizowany jest pod szczytem Mesoliny (2642 m). Przy schronie zrobiliśmy sobie krótką przerwę na posiłek. Po skończonym posiedzeniu zeszliśmy w kierunku schroniska Padon skąd trawiastymi, południowymi zboczami grzbietu o tej samej nazwie wróciliśmy nad Lago di Fedaia skąd pojechaliśmy do Canazei gdzie mieliśmy zamieszkać.

Poniżej film z prejścia ferraty














May definitely not quite as easy as those traffic exchange programs promise
that running without shoes is. The landing page is access
making you money. It is a fun read, and I hope it is in fact! http://www.hdshop66.org/comment/html/?239773.html
PolubieniePolubienie